Pomidory typu pelati…

Dziś króciutka uwaga apropos tłumaczenia nazw włoskich potraw. Powoli odchodzi juz w niepamięć czas wszechobecnego kapuczino (tak! mam na potwierdzenie zdjęcia), spagetti, gnioków itd. Ach gdzieś są te czasy, kiedy na kampusie uniwersyteckim można było zamówić pizzę o wdzięcznej nazwie dormire (spać) albo sorella (siostra) lub też niepowtarzalna „melanzane” (czyli bakłażany, naturalnie bez wspomnianego warzywa). Wciaż jednak plenią się pewne błędy, które muszą razić italianistę, szczególnie wtedy, kiedy wygłaszają je tonem znawcy autorytety w dziedzinie kulinariów.

Gwoli wyjaśnienia (a pewnie dla wielu osób będzie to szok): prosciutto czyta się „prosziutto” a nie „proszcziutto” (za każdym razem mam dreszcze. Pomidory „typu pelati” (brzmi chic, prawda?) to nic innego jak pomidory obrane.

Całusy, tygrysy.

Reklamy

Piątkowy dowcip tłumaczeniowy

Z okazji piątku mały filologiczny żarcik. Ten obrazek już obiegł internet wywołując salwy śmiechu, zgorszenie a gdzieniegdzie zwyczajowe utyskiwanie na poziom głupoty tłumaczy tudzież polskich przewodników.

Pieprz, fuck

Niestety, okazało się, że to fałszywka.

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, prawda?

Ps. Założę się, że zamieszczenie zdjęcia z opisem „pieprz f*ck” znacznie podniesie popularność mojego bloga w wyszukiwarkach, więc jest to post z gatunku niebezinteresownych. Tym niemniej: enjoy.