Chwila, w której ogłuchłam – recenzja spektaklu „Oriana Fallaci. Chwila, w której umarłam” w Teatrze Studio

Cieszyłam się na spektakl „Oriana Fallaci. Chwila, w której umarłam” w warszawskim Teatrze Studio. Chciałam, żeby mi się spodobał. Oriana jest dla mnie ważna z kilku powodów: przede wszystkim jako autorka niezwykłych wywiadów, ale też jako autorka ważnej feministycznej (moim zdaniem) powieści „Listy do nienarodzonego dziecka” i postać ambiwalentna politycznie, czasem podziwiana, a czasem odrzucana przez obie strony sceny politycznej (podobnie jak mój ukochany Giorgio Gaber, o którym pisałam tu i tu), .

Fakt – od początku miałam wyśrubowane oczekiwania, więc moja opinia nie jest pewnie obiektywna… ale niestety nie mogę powiedzieć, żeby spektakl mnie zachwycił.

Czytaj dalej

Reklamy

Wojna kruków i sów – niezrozumiana bajka Gramsciego

Czy przekładać tekst, którego znaczenie pozostaje dla tłumacza zagadką? Stanęłam przed takim problemem wcale nie przy okazji pracy nad tekstami filozoficznymi czy politycznymi, ale przy okazji tłumaczenia bajki. Bajki zwykły mieć stosunkowo prosty przekaz, nawet gdy wychodzą spod pióra wielkich myślicieli, jak w przypadku poprzedniej tłumaczonej przeze mnie bajki Gramsciego – „Człowieka w dole„.

„Kruki i sowy” czytałam jednak wielokrotnie i wciąż nie byłam do końca zrozumieć, jaki jest przekaz tej bajki o zdradzie, wojnie i przynależności. Czyżby taki, że nie sposób do końca „przejść do innego plemienia”? Ale czy to byłoby w stylu Gramsciego, który wszak wierzył w emancypację człowieka? Może znaczenie tekstu pomoże rozwikłać któraś z czytelniczek…

Czytaj dalej

Broniąc Gramsciego przed wewnętrznym szowinistą (przekład feministyczny)

Język jest podstawowym narzędziem opresji, ale też wyzwolenia.

A zatem przekład feministyczny jest ważny, wręcz konieczny!

Bez niego nie będzie równości w literaturze, a więc i w społeczeństwie.

Ale ki diabeł ten „przekład feministyczny” – zastanawiałam się, czytając odezwy i manifesty go sławiące.

Czytaj dalej

Zielone wzgórza, rozmaryn i cappuccino (aż do mdłości)

Przepis na bestseller?

Weź:Audrey_Hepburn_and_Gregory_Peck_on_Vespa_in_Roman_Holiday_trailer

Włoskie miasteczko (najlepiej w Toskanii)

rozpadającą się willę

dużo bazylii

włoskie wyrazy (pizza, piazza, pomodoro, panino, ragazzo, buon giorno)

przystojnego Włocha

złamane serce (które potem zalepisz ciastem zagniecionym na lasagne)

i….

No właśnie… co jeszcze?

Mój tekst o włoskich powieściach na ——-> xięgarnia.pl

Pasolini x 4 (oraz Gramsci x 1)

Któregoś dnia Pier Paolo Pasolini spacerując po cmentarzu protestanckim (a raczej a-katolickim, jak głosi oficjalna nazwa), trafił na grób Gramsciego. I zadumał się… Nie! Nie nad Gramscim – lecz nad sobą – swoją do świata nieprzystawalnością, niezbywalną burżujskością oraz wygasłymi z czasem pasjami – miłością i nienawiścią, które nigdyś trzymały go przy życiu. Tak samo jak filozofa nad którego prochami się zamyślił. I w ten sposób powstał poemat „Prochy Gramsciego” (Le ceneri di Gramsci”).

Ponad pół wieku później, też trochę przypadkiem, kilkoro piszących spotkało się na warszawskim squacie Syrena i zabrało się za utworu tego tłumaczenie, wykręcanie, przenicowywanie. Skupiliśmy się na fragmencie otwierającym III część poematu. Poniżej przekłady – wolne i nie-katolickie. Jako i Gramsci. Na koniec oryginał i bonus – nagranie głosu Pier Paola czytającego wiesz.

PRZEKŁAD 1:

Pasolini MigaszewskiPRZEKŁAD 2:Zrzut ekranu 2014-03-24 (godz. 21.27.26)

 

PRZEKŁAD 3:

Zrzut ekranu 2014-03-24 (godz. 21.33.02)

 PRZEKŁAD 4:

Pasolini AnastazjaORYGINAŁ:

 

Ceneri di Gramsci III

 

 

 

Od niegorzewanych murów kamienicy wiało chłodem, a herbata stygła… Udało nam się tym razem przetłumaczyć tylko ten fragment, choć to później spowiedź Pasoliniego nabiera barw (i to nie tylko kolejnych odcieni czerwieni). Może kiedyś mury się rozgrzeją, a my jeszcze raz pochylimy nad Popiołami Gramsciego…

Może komuna? Giorgio Gaber

Dziś kolejny przekład utworu Giorgia Gabera. „La comune” to opowieść o życiu w  kolektywie. Gaber – weteran roku ’68 – wie co mówi.

Mieszanka zachwytu teorią i rozczarowania praktyką – moim zdaniem w tej piosence zawiera się sens większości doświadczeń squatowych itp. Oczywiście zachęcam do posłuchania piosenki w wykonaniu autora – video poniżej.

Komuna  – Giorgio Gaber

Patrzymy na siebie co dzień
jest w porządku, w końcu się kochamy
ale tak jak wszyscy jesteśmy sami
musi chyba istnieć jakieś inne rozwiązanie

Może komuna?
rodzina nuklearna nie ma sensu
poszukuję jakiegoś wyjścia
z życia które jest tak ciasne, tak zwyczajne

Może komuna?
gdzie każdy może wnieść swoje doświadczenia
kilka ciasnych pokoi
i czasami między nami drobne spięcia

Ktoś mnie obudził
teraz nie mogę z powrotem zasnąć
ktoś wypił moją kawę
ktoś znów nosił moją marynarkę

Stawiam na komunę
szczególnie dla dzieci przestrzeń całkiem nowa
dla każdego tyle matek tylu ojców
chcę powiedzieć – żadnych matek, żadnych ojców

Stawiam na komunę
nareszcie nic nie jest już na własność
to takie normalne że się nawzajem kochamy
nareszcie nie ma problemu także z seksem

Po tobie się tego nie spodziewałem
sądziłem, że jesteś przyzwoitą dziewczyną
i pomyśleć, że ja ciebie szanowałem
a ty zachowujesz się jak zdzira

Kocham komunę!
twoja kobieta woli innego, lecz to naturalne
nic nie szkodzi jeśli wciąż rośnie napięcie
a potem żal, a potem wściekłość…

Kocham komunę!
nie mamy oporów także przed nienawiścią
i kiedy wreszcie wybucha złość
jak bestie, jak psy rzucamy się do gardeł

Tak, nienawidzimy się, rozszarpujemy
zabijamy się o kawę
kto wie, co kryje się za tą kawą
nienawiść, zazdrość, zawiść
to samo gówno, które wypływa znowu na wierzch
a my się rozszarpujemy, zabijamy

Wybieram komunę.
Wybieram komunę.
Wybieram komunę.

Wybieram komunę, by nie mówić:
„Dzień dobry kochanie, dobrze spałaś?
Mówiłem ci, że Serpax działa.
Ach, dziś wieczór przychodzą w gości państwo Continelli?
O jak miło. Tak, poproszę jeszcze trochę kawy…”

A tutaj teatralna interpretacja Gabera:

Po drugiej stronie bramy

Nieprzypadkowo dziś, w dniu wyjścia z więzienia mordercy okrzykniętego „bestią” publikuję przekład wiersza-piosenki „Po drugiej stronie bramy”, autorstwa Giorgia Gabera. Polecam posłuchać też piosenki (poniżej video z autorem recytującym w r. 1973 na deskach Szwajcarskiego teatru telewizji) – daje pojęcie o tym, w jakim duchu utwór miał być interpretowany.

gaber__800_800

Po drugiej stronie bramy

Widziałem człowieka szalonego
To niesamowite jakie wrażenie może zrobić
istota samotna, zapomniana, porzucona
za kratami wiecznie zamkniętej bramy

My po drugiej stronie bramy,
my którzy jesteśmy normalni, my możemy robić wszystko,
my, którzy mamy to szczęście, że jesteśmy zdrowi
my myślimy racjonalnie i spokojnie
my panujemy nad sobą i nie mamy strasznych wizji

My jesteśmy zdrowi, jesteśmy zdrowi,
nas problemy psychiczne nie dotyczą
jesteśmy zawsze w zgodzie z rozumem i z emocjami
nasze czyny, tak normalne i wyważone nie szkodzą nikomu,
zawsze są oświecone i świadome

My jesteśmy zdrowi, jesteśmy zdrowi, jesteśmy zdrowi
my, którzy wiemy, że liczymy na swój umysł
jesteśmy pewni, jesteśmy silni, jesteśmy pełni
oto my po drugiej stronie bramy

Człowiek o martwym wzroku
człowiek samotny szukający siebie
człowiek rozbity, pełen strachu, zablokowany
za kratami wiecznie zamkniętej bramy

My po drugiej stronie bramy
my jesteśmy normalni, możemy robić wszystko
my którzy mamy szczęście być zdrowi
możemy mieć dobrą pracę, pełną rodzinę,
życie pełne ludzkich relacji

My którzy jesteśmy zdrowi, jesteśmy zdrowi, jesteśmy normalni
my, którzy mamy narzędzia by móc się spełniać,
można skończyć studia,
można podróżować, można mieć paszport, prawo jazdy,
w domu broń, a w niedzielę iść na stadion.

My jesteśmy zdrowi, jesteśmy zdrowi, jesteśmy normalni
my, którzy wiemy, że liczymy na swój umysł
my kształcimy nasze dzieci dla przyszłości
oto my po drugiej stronie bramy,
po której stronie bramy?

Jesteśmy naprawdę normalni, my możemy robić wszystko
my, którzy mamy szczęście być zdrowi
my jesteśmy zdrowi, jesteśmy zdrowi,
jesteśmy zdrowi, jesteśmy zdrowi…

Dall’altra parte di cancello

Ho visto un uomo matto
è impressionante come possa fare effetto
un uomo solo, dimenticato, abbandonato
dietro le sbarre sempre chiuse di un cancello.

Noi fuori dal cancello
noi che siamo normali, noi possiamo far tutto
noi che abbiamo la fortuna di esser sani
noi ragioniamo senza perdere la calma
col controllo di noi stessi, senza orribili visioni.

Noi siamo sani, noi siamo sani
noi siamo fuori dai problemi della psiche
sempre in pace col cervello e con i nostri sentimenti
così normali, i nostri gesti equilibrati
non danneggiano nessuno, sempre lucidi e coscienti.

Noi siamo sani, noi siamo sani, noi siamo normali
noi che sappiamo di contare sul cervello
siamo sicuri, siamo forti, siamo interi
e noi dall’altra parte del cancello.

Un uomo, lo sguardo fisso
un uomo solo alla ricerca di se stesso
un uomo a pezzi, così impaurito, così bloccato
dietro le sbarre sempre chiuse di un cancello.

Noi fuori dal cancello
noi che siamo normali, noi possiamo far tutto
noi che abbiamo la fortuna di esser sani
possiamo avere un buon lavoro, una famiglia
sempre unita, un’esistenza piena di rapporti umani.

Noi siamo sani, noi siamo sani, noi siamo normali
noi che abbiamo gli strumenti per poterci realizzare
con un titolo di studio
si può viaggiare, si può avere il passaporto, la patente
il porto d’armi e la domenica allo stadio.

Noi siamo sani, noi siamo sani, noi siamo normali
noi che sappiamo di contare sul cervello
noi prepariamo i nostri figli per domani
e noi da quale parte del cancello
da quale parte del cancello.

Siamo proprio normali, noi possiamo far tutto

Noi siamo sani, noi siamo sani,
noi siamo sani, noi siamo sani,
noi siamo sani…