Słówka dnia: odsieb i dosieb

Odsieb i dosieb – co mogą oznaczać te dwa wdzięczne wyrazy? Podpowiem, że są spolszczeniami pewnych słów pochodzenia angielskiego, a odnoszących się do dziedziny sportu…

Otóż w okresie dwudziestolecia międzywojennego, na fali entuzjazmu dla polszczyzny, postanowiono znaleźć polskie odpowiedniki słownictwa tenisowego. Tak, tak – odsieb i dosieb to nic innego jak forehand i backhand. Słówka złożone poprawnie, oddają ideę, a jednak coś tu nie gra. Brzmią po prostu nieadekwatnie, niemal obcesowo, szczególnie w kontekście białych strojów i całego tenisowego chicu. Ciekawe dlaczego? Wydaje mi się, że jest tak za sprawą podstępnego „b”, które pojawiając się na końcu wyrazu nadaje mu prostacki charakter.

Może naprawdę każda literka ma swój własny wydźwięk, cechę, barwę ? Jak w wierszu Rimbauda:

 

A noir, E blanc, I rouge, U vert, O bleu : voyelles,

Je dirai quelque jour vos naissances latentes

A w przekładzie Adama Ważyka (a jakże!):

A czerń, E biel, I czerwień, U zieleń, O błękit,

Tajony wasz rodowód któregoś dnia ustalę

 

Może my kiedyś ustalimy tajony rodowód prostackiego „b”. A może nie jest on aż tak tajemniczy? 😉

Reklamy