KAŻDY LIST JEST LISTEM MIŁOSNYM – o kultowej powieści feministycznej „I Love Dick”)

30229500„I Love Dick” pojawiło się w mojej świadomości najpierw jako serial (z Kevinem Baconem, wyprodukowany przez Amazon), dopiero potem jako powieść. Obejrzawszy pierwszy odcinek (dostępny za darmo na Amazon Prime) postanowiłam dowiedzieć się więcej o powieści. Okazuje się, że ten głośny amerykański tekst feministyczny z lat 90. (dokładnie 1997) dotarł do Europy dopiero w 2015, z brytyjskim wydaniem, (zapewne w związku z powstaniem serialu).

Oczekiwania wobec powieści miałam wysokie: pierwszy odcinek serialu (resztę zostawiam sobie na jesień) zrobił na mnie duże wrażenie ciekawą formą, zmysłową atmosferą i nonszalanckim, czarującym aktorstwem, powieść zaś miała świetne recenzje (‚najważniejsza książka napisana o kobietach i mężczyznach w zeszłym wieku’ – to „Guardian”). W dodatku w Internecie trafiłam na (niepochlebną) recenzję czytelniczki, która napisała, że ‚to powieść dla osób, które chodzą do galerii sztuki i odmawiają założenia Facebooka’. Od razu wiedziałam, że to coś dla mnie. Nie zawiodłam się, choć…

Czytaj dalej

Reklamy

Do kogo należą (akademickie) słowa? Trzy anegdoty.

Kiedyś na studiach licencjackich wykładowczyni odmówiła mi zaliczenia pracy rocznej, gdyż uznała, że jest splagiatowana. Gdy spytałam, dlaczego tak uważa (ze zdziwieniem – bo tekst był w 100% mój) odparła, że oczekiwała ode mnie czegoś więcej, a esej jest na zbyt niskim poziomie. Byłam trochę połechtana („po mnie można spodziewać się czegoś więcej!”), trochę zdezorientowana („ale czy mogę być lepsza od samej siebie? w końcu dopiero co skończyłam pisać ten tekst, a trudno, żebym w kilka tygodni wskoczyła na wyższy poziom akademickiej refleksji”), wykończona („czy nie mogłaby pani po prosu ocenić tekstu, jakby pochodził od kogoś  innego i zaliczyć go, nawet na niższą ocenę?”) i przerażenia („jeśli ta praca nie zostanie zaliczona, nie zmieszczę się w terminie, by złożyć podanie o stypendium – moje główne źródło utrzymania!”).

Czytaj dalej

Społeczeństwo (Eddie Vedder, Jerry Hannan no i ja)

Piosenkę z filmu „Into the wild” przetłumaczyłam na brudno już dość dawno temu, teraz przypadkiem znalazłam ten brudnopis. Po kilku zmianach zamieszczam – może komuś się przyda. Gdyby ktoś chciał śpiewać, musiałby zapewne zmodyfikować melodię, bo inaczej nie zgodzą się sylaby…

Ale warto, bo piosenka bardzo piękna i zawsze aktualna. Wbrew informacjom, które można znaleźć w internecie, autorem nie jest wykonanwca ze ścieżki dźwiękowej do filmu, Eddie Vedder, lecz kanadyjsko-irlandzki bard Jerry Hannan. A przetłumaczyłam ja:)

Czytaj dalej