Użyj słownik elektroniczny (dla podróży zagranicznej)

Wracając dziś z polowania na książkowe nowości zobaczyliśmy z P. fantastyczną reklamę. Zaintrygowała mnie w kontekście profesjonalnym, zachęcała mianowicie do kupna elektronicznego słownika. Urządzenie to zastępuje znajomość języków obcych. Hasło reklamowe, umieszczone obok dość wstrętnego wizerunku mężczyzny o suwakowych ustach, głosi: „Nie mówisz po angielsku? Mów po polsku!” Prosta i genialna rada, od lat stosowana intuicyjnie przez naszych rodaków, wyznających zasadę, że wystarczy powiedzieć coś głośno, powoli i wyrażnie po polsku, by zrozumiał to tak Węgier jak Rumun i Grek. Teraz jednak elektroniczy słownik dodatkowo przetłumaczy wypowiedź na nowe esperanto zwane inglisz.

Po dokładniejszym zbadaniu baneru reklamowego naszły mnie jednak wątpliwości co do jakości owego tłumaczenia. Czyżby reklamę przełożono z jakiejś obcej mowy przy pomocy reklamowanego gadżetu? Hasło w żółtym dymku głosi „Użyj słownik elektroniczy”. Lista zastosowań obejmuje „dla podróży zagranicznej”, opis dumnie głosi, że urządzenie zawiera „przenośną Bibliotekę”. Wielka litera sygnalizuje zapewne szacunek do słowa pisanego. Szkoda, że nie znalazł on swojego zastosowania w redakcji i korekcie tekstu reklamowego. Poważnie, czy nie można było zapłacić kilkadziesiąt złotych za to, żeby tekst przejrzał jakiś polonista? Albo ktokolwiek władający polską mową?

Image

Reklamy