Ich hab’s gewagt… mój pierwszy przekład z niemieckiego

Dziś dzień przełomowy. Albo nieco skromniej: przełomkowy.

Publikuję pierwszy przekład z nowego dla mnie języka – niemieckiego. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce gdy zamieściłam pierwsze tłumaczenie z hiszpańskiego (to musiał być Lope de Vega – Kto ją poznał, ten wie). Kiedy będzie następny raz? Czy kiedykolwiek? Nigdy jeszcze nie tłumaczyłam z rosyjskiego więc może kiedyś…  Jeśli mnie coś natchnie. Bo poezję tłumaczę tylko wtedy, kiedy poczuję „zew”.

A skoro mowa o tym… Pod koniec tego wpisu „rozpakowuję” proces tłumaczenia wiersza. Coś dla tych, którzy zastanawiają się nad naturą przekładu poezji – czy to rzemiosło, czy natchnienie, czy jakaś inna szemrana sprawa…

Ciekawa jestem, jak widzą to inne osoby, którym zdarzyło tłumaczyć się wiersze i piosenki?

Czytaj dalej

Reklamy

Brecht w (poczwórnym) przekładzie

Czy w przekładzie poezji na plan pierwszy wysuwa się tłumacz czy pisarz? Oto odwieczne pytanie. Drzewiej bywało tak, że tłumaczono anonimowo, po to aby cała chwała spływała na autora, a także po to, aby uniknąć odpowiedzialności za ewentualny nieudany przekład. Pamiętam jeszcze jak jeden z moich profesorów, stary edytor, utyskiwał na nowy zwyczaj umieszczania nazwiska tłumacza na pierwszej stronie. Dawniej figurował dopiero na drugiej, razem z redaktorami, korektą itd. Teraz nastąpiła prawdziwa rewolucja: tłumacz powędrował na okładkę. Wypierając stamtąd samego autora! Tak jest w przypadku najnowszej publikacji Biura Literackiego, o której na Literatkach pisze Radek Pulkowski:

Twórczość przekładowa jest – właśnie – twórczością, a już w największym stopniu, jeśli chodzi o poezję. Przekładając poezję – sam jesteś poetą, a twój głos jest głosem poetyckim. Pomysł na opisywaną tutaj antologię przekładów, bo taka definicja książki jest chyba najbliższa prawdy, jest następujący: czwórka tłumaczy przekłada indywidualnie przez siebie wybrane utwory poetyckie Brechta i opatruje je szkicem, mającym wyjaśnić, w jaki sposób dany autor-tłumacz widzi autora-Brechta jako poetę, momentami jako człowieka, a w każdym razie jako postać trwale zapisaną w historii literatury. Jeśli czytelnik tego nie wie – aby dowiedzieć się jak „ten cały Brecht” właściwie miał na imię – musi odwrócić książkę na tylną stronę okładki lub poszukać tej informacji we wspomnianych szkicach, podczas gdy imiona tłumaczy figurują na stronie pierwszej.

więcej na: http://literatki.com/6219/bertold-brecht-ten-caly-brecht-caly-w-czterech-czesciach

Cały ten Brecht to ciekawa publikacja nie tylko dla pasjonatów autora „Opery za trzy grosze”, germanistów czy tłumaczy z niemieckiego. To pewne dowartościowanie dla wszystkich polskich tłumaczy literatury pieknej. Chciałoby się dodać złośliwość o tym, co rekompensuje (lub nie) ten zaszczyt, ale może przy tej świetnej okazji zostawię uszczypliwości na boku.