Wielki Gatsby na opak?

wolf-of-wall-street

Obejrzawszy film: „The Wolf of Wall Street”, 2013, reż. Martin Scorsese

Blichtr, wielkie pieniądze, teledyskowa oprawa no i DiCaprio w głównej roli – porównanie między „Wielkim Gatsbym” a „Wilkiem z Wall Street” nasuwa się samo. Jeden z tych filmów podobał mi się jednak bardzo (Gatsby) a drugi nie bardzo (Wilk). Już w czasie oglądania nowego dzieła Scorsese (które trwa aż trzy godziny, więc trudno od czasu do czasu się nie zdekoncentrować i zatopić w myślach krytyczno-flmowych) rozmyślałam o tym, że ludziom takim jak ja trudno utożsamić się z ludźmi takimi jak tytułowy „Wilk” i jego „wolfpack”.

„Wolf z Wall Street” jest filmem o kapitalistach i dla kapitalistów (chodzi mi tutaj o formację duchową, niekoniecznie o stan portfela). Jego targetem są ludzie u których pieniądze wzbudzają gigantyczne emocje. Stanowią one dla tytułowego Wilka z Wall Street jedyną motywację – już w pierwszej części filmu zaczyna zarabiać więcej, niż jest w stanie wydać (na imprezy, samochody, jachty, kobiety, narkotyki itd.) a jednak wciąż robi wszystko by jeszcze się nachapać. U Gatsby’ego motywacja była jasna – chodziło o to, by wejść do wyższej klasy społecznej i zwrócić uwagę ukochanej kobiety. Gama emocji bohaterów była spora: romantyczna miłość, pożądanie, zazdrość, zawiść, pycha, pogarda… U Wilka wszystko obraca się wokół chciwości (wiadomo – greed is good).

Wiem, że to takie passé, ale jednak we mnie miłość  i walka klas wzbudzają jednak większe emocje niż giełda.

Film ratowały dla mnie narkotyki, wprowadzające element ludyczny i groteskowy. No i Leo.

Reklamy

Śnijmy świadomie, śnijmy perwersyjnie

Obejrzawszy film: „Perwersyjny przewodnik po ideologiach”, reż. Sophie Fiennes, 2013 
perverts guide
Ze Slavojem Žižkiem pierwszy raz zetknęłam się przy okazji projekcji „Perwersyjnego przewodnika
po kinie”. Obejrzenie filmu, podobnie jak kolejnego filmu z cyklu, „Perwersyjnego przewodnika po ideologii”, który niedawno wszedł na ekrany kin, było doświadczeniem inspirującym (w odróżnieniu od innych książkowo-yo
utubowo-konferencyjnych spotkań, które miały miejsce pomiędzy mną za słoweńskim filozofem meanwhile). Tytuł, który zdaniem wielu ma na celu po prostu przyciągnięcie widzów obietnicą odważnych scen (oczywiście obietnica ta pozostaje bez pokrycia), tak naprawdę świetnie opisuje nastrój filmów i podejście ich głównego bohatera do popkultury, ale nie w sensie, który pierwszy nasuwa się nam na myśl. Žižka filozofowanie jest
„perwersyjne” zgodnie z łacińskim źródłosłowem wyrazu,  a więc przewrotne, by nie rzecz – wywrotowe.
Chrześcijaństwo, które jest bardziej ateistyczne, niż sam atelizm, Starbucks, który razem z kawą sprzedaje nam złudzenie dobroczynności, katastrofa Titanica jako dobrodziejstwo zakochanej burżujki, dzięki któremu nie musi odkrywać jaką nudę i frustrację niosłoby życie z chłopakiem z niższych sfer – takie interpretacje funduje nam filozof, znacząco pociągając nosem.

Dla mnie najcenniejsza była myśl, która pojawia się na końcu – że pierwszym krokiem do rewolucji jest zmienienie swoich marzeń. Uczestnicy rozruchów na angielskich przedmieściach rabowali sklepy, bo ich jedynym marzeniem było marzenie konsumpcyjne, wpisujące się w logikę jedynego znanego im świata. Zdaniem Žižka sposób, w jaki ludzie marzyli pozostał w ZSRR ten sam, co  w przedrewolucyjnej Rosji i to stało za klęską państwa. Dziś natomiast nasze marzenia o dobrobycie (ale prywatnym, dla nas samych) są najtrwalszym możliwym fundamentem istniejącego systemu.

A zatem projekt na dziś: marzyć odpowiedzialnie.