„Gołąb idzie i grucha” – wpis gościnny o tłumaczeniu filmów

Uśmiałam się, czytając wpis o tłumaczeniu idiomów w filmach na blogu https://stejzygier.wordpress.com/.

Autorka była tak miła, że pozwoliła mi podzielić się owym wpisem z czytelnikami „Przekłamu”. Może to początek nowej współpracy?

Thanks from the mountain, Aneta!

Czytaj dalej

Reklamy

Oryginalna kopia – rekomendacja filmowa dla tłumaczy

Z reguły nie zdarza mi się polecać filmów, które są przeraźliwie nudne, ale tym razem jestem zmuszona zrobić wyjąt. „Certified copy”, przetłumaczony na polski jako „Zapiski z Toskanii” (czy słyszał ktoś kiedyś bardziej banCopie conformealny tytuł?) ma kilka zalet: gra w nim Juliet Binoche, dzieje się w Toskanii (piękne zdjęcia) i jest o pisarzu (to zaleta dla mnie, ale dla większości osób zapowiedź śmiertelnej nudy). Warstwa estetyczna filmu dostarcza wiele przyjemności – wyjątkowo udane są kadry z powtarzającym się motywem odbicia- w szybie, w oknie, w lustrze. To jednak nie wystarczy aby film, ogólnie przegadany i przeintelektualizowany, był wart obejrzenia.

„Copie conforme” będzie jednak niezwykle interesujące dla filologów (szczególnie romanistów, italianistów) tłumaczy i osób zainteresowanych translatoryką. Bohaterowie mówią aż trzema językami (angielskim, włoskim i francuskim) i warstwa formalna jest właściwie równie ważna co treść wypowiedzi. Zaczyna się od tego, że pewien angielski pisarz i francuska kolekcjonerka sztuki wybierają się na wycieczkę pod miasto. Rozmawiają, a raczej dyskutują, po angielsku – a więc od początku on ma przewagę. On jednak nie mówi po włosku w przeciwieństwie do swojej towarzyszki, stąd to ona jest łącznikiem ze światem zewnętrznym… To ona rozmawiając z właścicielką kawiarni sprzedaje wersję, według której są od wielu lat małżeństwem (w istocie poznali się tego samego dnia). Później akcja toczy się jeszcze w języku francuskim, i okazuje się, że to ona ma przewagę.

Urocze są sceny, w których w wirze dyskusji któreś z nich robi błąd, przekreślając niejako sens całej swojej wypowiedzi, odbierając jej powagę. Druga strona wykorzystuje to natychmiast.

Ona mówi: What did I wanted to say?

On: Yes, what did you wanted to say?

Krótko mówiąc, jest to film o władzy jaką niesie ze sobą język – o władzy przekazywania swojej wizji siebie i świata, forsowania swoich poglądów i ustalania swojej (dominującej) pozycji. Morał: uczmy się języków, nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą by kogoś przegadać.

Oglądałam film bez napisów, ale swoją drogą jestem ciekawa jak sobie poradził tłumacz.

Strona filmu w filmwebie: http://www.filmweb.pl/film/Zapiski+z+Toskanii-2010-459763