KAŻDY LIST JEST LISTEM MIŁOSNYM – o kultowej powieści feministycznej „I Love Dick”)

30229500„I Love Dick” pojawiło się w mojej świadomości najpierw jako serial (z Kevinem Baconem, wyprodukowany przez Amazon), dopiero potem jako powieść. Obejrzawszy pierwszy odcinek (dostępny za darmo na Amazon Prime) postanowiłam dowiedzieć się więcej o powieści. Okazuje się, że ten głośny amerykański tekst feministyczny z lat 90. (dokładnie 1997) dotarł do Europy dopiero w 2015, z brytyjskim wydaniem, (zapewne w związku z powstaniem serialu).

Oczekiwania wobec powieści miałam wysokie: pierwszy odcinek serialu (resztę zostawiam sobie na jesień) zrobił na mnie duże wrażenie ciekawą formą, zmysłową atmosferą i nonszalanckim, czarującym aktorstwem, powieść zaś miała świetne recenzje (‚najważniejsza książka napisana o kobietach i mężczyznach w zeszłym wieku’ – to „Guardian”). W dodatku w Internecie trafiłam na (niepochlebną) recenzję czytelniczki, która napisała, że ‚to powieść dla osób, które chodzą do galerii sztuki i odmawiają założenia Facebooka’. Od razu wiedziałam, że to coś dla mnie. Nie zawiodłam się, choć…

Czytaj dalej

Reklamy

Broniąc Gramsciego przed wewnętrznym szowinistą (przekład feministyczny)

Język jest podstawowym narzędziem opresji, ale też wyzwolenia.

A zatem przekład feministyczny jest ważny, wręcz konieczny!

Bez niego nie będzie równości w literaturze, a więc i w społeczeństwie.

Ale ki diabeł ten „przekład feministyczny” – zastanawiałam się, czytając odezwy i manifesty go sławiące.

Czytaj dalej

Czy Wałęsa jest gender-friendly?

plakat wałęsaA-stämpel_svart-150x150Wałęsa  poprawny genderowo? Tak! 

W postępowej Szwecji wprowadza się specjalne oznaczenia dla filmów pokazujących świat w sposób nieseksistowski. Znaczkiem „A” byłyby oznaczanie plakaty i zwiastuny filmów, które przeszły  pomyślnie tak zwany test Allison (reguły poniżej). Może warto pod kątem równości płci zbadać filmy z polskich kin?  Istnieje w necie serwis poświęcony filmom zgodnym z chrześcijańskim światopoglądem (jakoś zapomniałam adres), więc czemu nie katalogować filmów zgodnych z feministycznym. Na pierwszy ogień poszedł „Wałęsa – człowiek z nadziei”.

Ku mojemu zaskoczeniu: gender–friendly!*

Na plakacie obok Lecha (Więckiewicza – brawa), Danusia (Grochowska – podwójne brawa). Film zaczyna się od sceny, w której młody Wałęsa zostaje wysłany po wózek dla  swojego pierwszego dziecka. Między małżonkami nie brakuje scen czułości, ale zdarzają się też inne „sceny”. W filmie pani Danuta potrafi tupnąć nogą i wyrzucić za drzwi oblegających męża dziennikarzy. Za kulisami historii toczy się wyraźnie życie rodzinne – kąpanie dzieci, plażowanie, kuchnia. His-story i her-story przeplatają się bez wartościowania, ale kwestia ich nierównego statusu jest zaznaczona („a rodzina to nie jest ważna sprawa? – pyta Daunta dziennikarza, który usprawiedliwia wiecznie nieobecnego męża). Jednak Danuta nie jest wykreowana na wojującą feministkę, tylko, chyba zgodnie z treścią autobiografii, na silną matkę- Polkę. Walesa.-Czlowiek-z-nadziei-nowy-tytul-filmu-Wajdy_resize450x230

Fakt, że żona Wałęsy będzie w filmie Wajdy właściwie równoprawną bohaterką pierwszoplanową był jeszcze parę lat temu raczej nie do przewidzenia. Dopiero publikacja bestsellerowych „Marzeń i tajemnic” zmieniła jej wizerunek. Janusz Głowacki pisząc scenariusz musiał wziąć to pod uwagę, i zrobił to z wielkim wyczuciem.

Danuta nie jest jedyną bohaterką filmu. Ramę powieści stanowi rozmowa Wałęsy z inną mocną kobietą (choć o całkiem przeciwnych do niego i Danuty zapatrywaniach na życie) – Orianą Fallaci. Tutaj kolejne brawa dla scenarzysty (tym razem poczułam się dowartościowana jako tłumaczka). Mimo że film jest w swoim charakterze bardzo hollywoodzki, autorzy nie ulegli pokusie, żeby „dla ułatwienia” wywiad Fallaci z Wałęsą był prowadzony, niezgodnie z prawdą, w jednym języku (w amerykańskich filmach wszyscy mówią po angielsku, tylko z różnymi akcentami i chociaż nikt nie zna języków obcych to wszyscy śpiewająco dają sobie radę bez tłumaczy). Tutaj niewidzialny na ogół tłumacz wychodzi z szafy. Wloszka_zagra_Oriane_5593017

W filmie pojawiają się też postaci (choć epizodyczne) Henryki Krzywonos i Anny Walentynowicz. Kobiety wspierają strajk pod bramą stoczni, drukują i rozrzucają ulotki (Janda!). Jest nawet dobra kobieta policjantka. I zła kobieta-celniczka. Pełne spektrum i to też jest ważne, jeśli film nie ma przeistoczyć się w pean na cześć „płci pięknej”. Więc bohaterka negatywna to, paradoksalnie, plus.

Scena z celniczka z resztą ratuje film według oficjalnych kryteriów “A-märkt” (wspomnianej na początku szwedzkiej inicjatywy). Zgodnie z nią, aby film był nieseksistowski powinny występować w nim przynajmniej dwie bohaterki, które rozmawiają ze sobą o czymś innym niż mężczyźni. Wydaje się zresztą, że to zasada dość arbitralna, bo zgodnie z nią seksistowski byłby każdy monodram. Tym niemniej – inicjatywa w swoich celach słuszna i dalsze odznaczenia ze strony „przekłamu” przewidziane w programie.

 *Słowo wyjaśnienia dla purystów. Wiem, że wyrażenie „gender-friendly” jest tu lekko naciągane i lepiej byłoby wymyślić coś w stylu equality-appropriate ale 1) nie chciało mi się, 2) używam słowa „gender” zgodnie z jego polskim, diabelskim ususem.

„Girls” a kwestia kobieca (w Polsce)

GirlsObejrzawszy” sezon 1 serialu HBO „Girls”

Feminizm trafia pod strzechy! A co ważniejsze – pod pierzyny. A wszystko dzięki popkulturze i magii małego, błękitnego ekranu.

W Ameryce Południowej podobno rozpropagowano użycie prezerwatyw, przez wprowadzenie ich jako stałego elementu do telenowel. Podobnie feminizm wcale nie wkracza w życie polskich dziewczyn za pośrednictwem książek Judith Butler, czy histerycznej debaty o dżender, ale przy okazji weekendowych sesji z kocykiem i laptopem. Feminizm nie taki straszny! Feminizm domowy i przytulaśny.

Jakie feministyczne dla polskich dziewczyn przesłanie zawiera serial oparty na scenariuszu Leny Dunham?

*Nie wszystkie laski stać na apartament i szpilki od Manolo Blahnika (OMG, I have to buy those!). Bohaterki „Girls” mieszkają w New Yorku, ale już na Greenpoincie (w tle czasem mignie polski szyld) i są zdecydowanie mniej glamour niż ich poprzedniczki z Seksu w Wielkim Mieście.

*Nie wszystkie dziewczyny mają super ambitną i dobrze płatną pracę na Manhatanie. Niektóre miesiącami harują na bezpłatnych stażach, albo dorabiają jako nianie i kelnerki. Nie nam się wstydzić za ten stan rzeczy.

*Wszystkie dziewczyny zasługują na zadowolenie ze swojego ciała i seks. Nawet te nieidealne (czyli, jak rzekłam, wszystkie).

*Istnieje ogromnie dużo rzeczy, które można robić w łóżku. Część z nich jest baaaardzo dziwna, albo nawet gross. I co z tego? Póki nas to nie dotyczy, who cares? Kiedy nas dotyczy, ale nie kręci, możemy się z tego śmiać. Nie wszystko co dziwne jest od razu chore.

*Wpadki się zdarzają. Istnieje aborcja. Istnieje także inne do niej podejście niż w kraju nad Wisłą – nie-histeryczne, nie-moralizatorskie, nie-osądzające.

*Istnienie chorób wenerycznych to fakt („mają je wszystkie śmiałe dziewczyny”). Lepiej się zabezpieczać. Jeśli tego nie robimy (a nawet jeśli robimy), trzeba się badać. Jeśli jesteśmy chorzy/ chore należy poinformować partnerów. Mówienie o tym znajomym nie jest obciachem, lecz ostrzeżeniem.

*Dziewczyny mają tak samo jak faceci prawo do: dziecinności, śmieszności, niezdecydowania, nieromantyczności, zapominania języka w gębie, bycia bez kasy, proszenia rodziców o pomoc, beztroski, bycia niemodną, bycia nieładną, pomyłek, przewrażliwienia na jakimś punkcie, strachu i poczucia bezradności.

Krótko mówiąc: nie musimy być idealne. Wystarczy, że będziemy sobą. To jest wystarczająco cool.

Jednak nie wszyscy tak uważają. Na temat serialu w polskim internecie wylano morze hate’u. Wybrane kwiatki wklejam poniżej z tą uwagę do refleksji: Czy te same argumenty ktoś wysunąłby pod kątem Hanka Moody’ego, bohatera Californication, w wielu aspektach przypominającego Hannah, bohaterkę Girls?

girls1

girls2

girls3

girls6

girls4

Girls6

Na koniec dodam, że mnie te backlashowe komentarze na jakimś poziomie cieszą, bo to znaczy, że coś się dzieje, to działa i ludzie to zaczynają spostrzegać.

Na początku Bóg stworzyła niebo i ziemię (o feministycznym przekładzie Biblii)

Niedawno na seminarium rozmawialiśmy o feministycznym przekładzie Biblii. Temat tyle ciekawy, co drażliwy. Z jednej strony jako tekst fundujący naszą kulturę powinien stanowić punkt odniesienia dla wszystkich, nie zaś usprawiedliwiający dyskryminację. Z drugiej strony – na ile można zmieniać tekst oryginalny? gdzie kończy się przekład a zaczyna interpretacja? Odwieczny problem. Ja, jak zwykle jestem po stronie interpretacji, i nie mogę się doczekać eksperymentalnego przekładu na j. polski, w którym zostanie przezwycieżone ostatnie tabu, i Bóg otrzyma rodzaj żeński (czemu nie, w końcu kategorie płci nie odnoszą się do Boga, więc zarówno forma męska i żeńska czasowników jest równie nieadekwatna – dlaczego mielibyśmy faworyzować tę męską?)

Oto kilka przykładów słów i wyrażeń, które zostały zmienione w poprawnych polityczne wydaniach Biblii i wj. angielskim:

Fathers–-> Fathers and Mothers, ancestors

Man––>person

Men–> they, all, people

Sons of Israel ––>Children of Israel

He who walks in uprightness ––> those who walk in uprightness

If a man loves me––> Anyone who loves me

Zmiany może mało rewolucyjne, ale w skali całego tekstu, który do tej pory znacząco faworyzował mężczyzn, dość znaczące.