Tłumaczenie: obraz, dźwięk, znaczenie

Gayatri Spivak, tłumaczka Derridy na język angielski, powiedziała, że pierwszą rzeczą, która ginie w przekładzie jest dźwięk. Ginie też kształt, choć ten w większości przypadków nie jest aż tak istotny. Zawsze mnie jednak zatanawiały przkłady z chińskiego, gdzie przecież każde słowo ma zawarte w sobie określone skojarzenia wizualne, tak jak wyraz Poland zawiera znak fali a imię Marta znak konia (to oczywiście tzw. przykłady nielojalne, bo obrazują sposób zapisywania przez Chińczyków wyrazów obcych, ale zapewne istnieją podobne przykłady w przypadku wyrazów rodzimych).

Ale skoro tłumaczenie to nie przekładanie wyrazów ale znaczeń, to można myśleć o tłumaczeniu tekstów na obrazy, obrazów na dźwięki, dźwięków na teksty… Próbą tego rodzaju są dwa polskie projekty.

Finneganowizje, to próba zilustrowania każdej strony „Finneganów Trenu” grafikami. Przyda się taka pomoc, biorąc pod uwagę stopień zawikłania tekstu, chociaż, jak zawsze, taki wizualny przekład będzie zawsze interpretacją. W tym wypadku interpretacją interpretacji dokonanej przez Bartnickiego. Innym intrygującym projektem jest „biuro tłumaczeń sztuki„: można się tam zgłosić z prośbą o „wytłumaczenie” dzieła sztuki (zwykle nowoczesnej, bo ta tradycyjna albo tłumaczy się sama, albo już jest wytlumacznona przez historyków sztuki).

Muszę pomyśleć o przykładach tłumaczenia w innych kierunkach: obraz na dźwięk, dźwięk na obraz, tekst na ruch… I jak możnaby nazwać taki przekład. „Interdyscyplinarność” już się chyba zużyła i nie oddaje całej przewrotności zjawiska. Przekład transmedialny – off the top of my head?

Reklamy