Piszę gdzie indziej… o wizerunku naukowców w powieściach

Naukowcy: szaleni, seksowni i spięci. Trzy mity o badaczach i badaczkach, propagowane przez powieści.

Pisze o tym (po angielsku) tutaj.

Reklamy

8 wspaniałych – bohaterowie i bohaterki na 11 listopada

W ponurym dla wielu okresie, pełnym deszczu, ciemności i niespodziewanych wydarzeń, kilka osób spotkało się (w necie) i postanowiło zrobić coś pozytywnego na zbliżające się święto 11 listopada. Wiele dni spędzonych na komentowaniu/ lajkowaniu/ researchu/ szkicowaniu/ wyklejaniu/ kserowaniu później… powstał „ZINE 8 wspaniałych”.

Jest to czarno-biała gazetka DIY o pozytywnych bohaterach polskiej historii. Jej celem jest dowartościowanie postaci promujących międzyludzką solidarność, wiedzę i postęp społeczny – wartości, które dziś zdają się zajmować w Polsce dalszy plan. Dodatkowo, gazetka ma działanie antystresowe – po wydrukowaniu może służyć jako ZEN kolorowanka.

Niedoskonałości są nieuniknione i świadczą o rzemieślniczej metodzie oraz jakości 🙂

sdr

Czytaj dalej

Do kogo należą (akademickie) słowa? Trzy anegdoty.

Kiedyś na studiach licencjackich wykładowczyni odmówiła mi zaliczenia pracy rocznej, gdyż uznała, że jest splagiatowana. Gdy spytałam, dlaczego tak uważa (ze zdziwieniem – bo tekst był w 100% mój) odparła, że oczekiwała ode mnie czegoś więcej, a esej jest na zbyt niskim poziomie. Byłam trochę połechtana („po mnie można spodziewać się czegoś więcej!”), trochę zdezorientowana („ale czy mogę być lepsza od samej siebie? w końcu dopiero co skończyłam pisać ten tekst, a trudno, żebym w kilka tygodni wskoczyła na wyższy poziom akademickiej refleksji”), wykończona („czy nie mogłaby pani po prosu ocenić tekstu, jakby pochodził od kogoś  innego i zaliczyć go, nawet na niższą ocenę?”) i przerażenia („jeśli ta praca nie zostanie zaliczona, nie zmieszczę się w terminie, by złożyć podanie o stypendium – moje główne źródło utrzymania!”).

Czytaj dalej

„Ameryka – mówi do mnie . Zrozumiałem.” Anegdota o tłumaczeniu z „amerykańskiego” na nasze.

Nauka najszybciej rozwija się w centrum – tam gdzie są duże ośrodki naukowe oraz inwestycje w badania i publikacje. Peryferiom pozostaje tylko obserwować, nadrabiać zaległości i kopiować już istniejące rozwiązania. Czy aby na pewno? I czy rozwiązania, które sprawdzają się w centrum, znajdą zastosowanie z dala od niego?

Dzisiejszy wpis dotyczący przekładania podręczników akademickich, a inspirowany jest obserwacjami SW (zbieżność inicjałów nazwiska nieprzypadkowa), który prowadzi zajęcia z marketingu w dobrej szkole biznesowej, położonej jednak z daleka od ‚centrum’.

Czytaj dalej

Filologu, a może turystyka?

Jeśli nie praca jako tłumacz(ka), ani nauczyciel(ka) języka obcego to może pilotowanie wycieczek, praca przewodnika lub pisanie materiałów turystycznych?

W tym wpisie podzielę się obserwacjami z światka turystycznego – jednego z możliwych środowisk, w których może odnaleźć się po studiach filolog lub lingwista.

Czytaj dalej

What’s in an academic name… po angielsku

–So, what’s your name?

–It’s Marta.

–Oh, Magda! I have a friend…

–No, that would be another popular Polish name. But mine is Marta.

–Manga? Well that sounds Japanese!

–No, actually it’s Marta. M-A-R-T-A

–Oh! Ma-ta!

–You know what? Just call me Martha.

Wpis o tłumaczeniu swojego imienia na język angielski… tym razem w wersji angielskiej wot here.

Czy bez kawy da się żyć (i pracować)

Ten post sponsorowany jest przez wyrażenie „to go cold turkey”, czyli „odstawić używkę z dnia na dzień”.

To właśnie uczyniłam ponad miesiąc temu z kawą. Ten wpis jest dla tych, którzy podobnie jak ja, nie wyobrażali sobie dnia, a szczególnie dnia pracy, bez kawy. W zawodzie tłumacza nałóg (czy też nawyk) kawowy jest z pewnością rozpowszechniony – sprzyja mu zadaniowy tryb pracy, a także miejsce jej wykonywania – często własny dom, czasem kawiarnia. Mój styl życia do niedawna też był napędzany miarowym dopływem kofeiny.

Po co rzucać kofeinę?

Wciąż nie rozstrzygnięto co przeważa: pozytywne czy negatywne konsekwencje picia kawy. Argumentów jest wiele, ale każdą dyskusję kończy zwyczajowe „wszystko z umiarem”.  Mnie jednak wcale nie zdrowotny, a ‚psychologiczny’ aspekt skłonił do zrezygnowania z kawy. Zaczęłam zauważać, jak bardzo wszechobecna jest kawowa propaganda. Na mojej uczelni w każdym budynku jest kawiarnia. W Anglii człowiek niemal potyka się o dmuchane kubki Costy czy też przedstawiające kawową ofertę Macdonalda, Greggsa, Starbucksa stojaki (zwane zresztą ‘potykaczami’). Chyba bardziej niż w Polsce, reklamy kawy odwołują się tu do emocji. Obraz napoju konstruowany jest jako konotujący przyjemność, relaks, odpoczynek, nagrodę (soczysty materiał dla analityka dyskursu).

Czytaj dalej