8 wspaniałych – bohaterowie i bohaterki na 11 listopada

W ponurym dla wielu okresie, pełnym deszczu, ciemności i niespodziewanych wydarzeń, kilka osób spotkało się (w necie) i postanowiło zrobić coś pozytywnego na zbliżające się święto 11 listopada. Wiele dni spędzonych na komentowaniu/ lajkowaniu/ researchu/ szkicowaniu/ wyklejaniu/ kserowaniu później… powstał „ZINE 8 wspaniałych”.

Jest to czarno-biała gazetka DIY o pozytywnych bohaterach polskiej historii. Jej celem jest dowartościowanie postaci promujących międzyludzką solidarność, wiedzę i postęp społeczny – wartości, które dziś zdają się zajmować w Polsce dalszy plan. Dodatkowo, gazetka ma działanie antystresowe – po wydrukowaniu może służyć jako ZEN kolorowanka.

Niedoskonałości są nieuniknione i świadczą o rzemieślniczej metodzie oraz jakości 🙂

sdr

Czytaj dalej

Reklamy

Czy bez kawy da się żyć (i pracować)

Ten post sponsorowany jest przez wyrażenie „to go cold turkey”, czyli „odstawić używkę z dnia na dzień”.

To właśnie uczyniłam ponad miesiąc temu z kawą. Ten wpis jest dla tych, którzy podobnie jak ja, nie wyobrażali sobie dnia, a szczególnie dnia pracy, bez kawy. W zawodzie tłumacza nałóg (czy też nawyk) kawowy jest z pewnością rozpowszechniony – sprzyja mu zadaniowy tryb pracy, a także miejsce jej wykonywania – często własny dom, czasem kawiarnia. Mój styl życia do niedawna też był napędzany miarowym dopływem kofeiny.

Po co rzucać kofeinę?

Wciąż nie rozstrzygnięto co przeważa: pozytywne czy negatywne konsekwencje picia kawy. Argumentów jest wiele, ale każdą dyskusję kończy zwyczajowe „wszystko z umiarem”.  Mnie jednak wcale nie zdrowotny, a ‚psychologiczny’ aspekt skłonił do zrezygnowania z kawy. Zaczęłam zauważać, jak bardzo wszechobecna jest kawowa propaganda. Na mojej uczelni w każdym budynku jest kawiarnia. W Anglii człowiek niemal potyka się o dmuchane kubki Costy czy też przedstawiające kawową ofertę Macdonalda, Greggsa, Starbucksa stojaki (zwane zresztą ‘potykaczami’). Chyba bardziej niż w Polsce, reklamy kawy odwołują się tu do emocji. Obraz napoju konstruowany jest jako konotujący przyjemność, relaks, odpoczynek, nagrodę (soczysty materiał dla analityka dyskursu).

Czytaj dalej

Tłumacz jak chirurg?

‚Przekłam literacki’ rośnie! Dzięki współpracy z blogiem Jednym Słowem autorstwa duetu tłumaczeniowego Hanna Szulczewska & Salvatore de Bello mam okazję zaprezentować obserwacje dotyczące istoty pracy tłumacza: już nie zdrajcy, ale chirurga (chciałam tradycyjnie użyć form żeńskich, ale „chirurżka” zabiła mi ćwieka). Poniższe refleksje o tłumaczeniu pasują do  mojej niedawnej włoskiej lektury – ‚Dnia Puszczyka’ Leonarda Sciasci. Podobno autor tyle samo czasu poświęcił pisaniu co… kasowaniu, tego co napisał (względy bezpieczeństwa).

Nic jednak nie kasując, oddaję głos Hannie Szulczewskiej:

Czytaj dalej

10 książek dla tłumaczy (łańcuszek)

W sieciach społecznościowych niedawno (a w czasie internetowym – wieki temu) furorę robił łańcuszek z wyliczanką ulubionych książek. Z odmętów pamięci i tylnych rzędów biblioteczki wypadało wydobyć pozycje zarazem mądre i dowcipne, lekkie a trafne, znane acz zapomniane, by zaprezentować się jako osoba stosownie i wszechstronnie oczytana (choć z adekwatnie ironiczna postawą).

Przyszło mi do głowy, że także i tłumacz(k)om przydałaby się „ściąga” – lista książek, które warto posiąść a być może nawet (prze)czytać.

Czytaj dalej

Jak zostać tłumaczką literatury

Swego czasu, gdy postanowiłam związać swoje życie zawodowe ze słowami, spędziłam trochę czasu przeglądając w internecie wpisy poświęcone profesji tłumacza. Większość informacji dotyczyła pracy tłumacza przysięgłego i kabinowego (co nie dziwi – finansowo obie opcje są bardziej atrakcyjne niż przekład literacki). Ostatecznie wielu rzeczy musiałam nauczyć się sama i odkryć je w praktyce. Po paru latach mam na koncie dziewięć książek przetłumaczonych z dwóch języków, a do tego sporo artykułów i różnych doświadczeń pogranicznych (tłumaczenie pomocy naukowych, przygotowanie napisów do filmów, parę napisanych artykułów z zakresu przekładoznawstwa, kilka przeprowadzonych wywiadów z tłumaczami). Nie jestem z pewnością mocno umocowana na rynku, ale udało mi się wstawić nogę w drzwi. Inna sprawa, że teraz zajęłam się sprawami akademickimi i od tłumaczenia mam przerwę…

Tym niemniej chciałam podzielić się garścią subiektywnych uwag i porad dla kogoś, kto bierze pod uwagę karierę tłumaczki.

Czytaj dalej

Ostatni tekst Samuela Becketta

Dzisiaj jestem w nastroju buńczucznym i będę się porównywać z najlepszymi. A co!

„What is the word” to ostatni tekst (wiersz?) napisany przez Samuela Becketta. Stworzył go pod wpływem epizodu afazji, czyli zaburzenia w wyniku którego traci się umiejętność łączenia słów z przedmiotami. Jakie to uczucie dla kogoś, kto całe życie znajdował słowa, i to słowa genialne? Nawet na opisanie tego, co nieopisane… Ten tekst jest dla mnie zapisem poszukiwania słów najprostszych i całkowitej wobec nich bezradności.

Tekst powstał po angielsku i po francusku. Przetłumaczyłam go kilka lat temu, korzystając z obu wersji językowych, na warsztaty z Antonim Liberą na Uniwersytecie Warszawskim. Poniżej zamieszczam swój przekład, oraz tłumaczenie Antoniego Libery (do którego nie mam żadnych praw, bien sur – ale ktoś kiedyś powiedział: trzeba być idiotą, żeby nie korzystać z tego, co nas inspiruje).

Czytelników przepraszam za formę graficzną – jeszcze nie znalazłam na WordPress optymalnej metody prezentowania koło siebie dwóch tekstów. 
samuel_beckett_quote_3
Zrzut ekranu 2014-02-24 (godz. 22.33.59)Zrzut ekranu 2014-02-24 (godz. 22.24.19)

Zrzut ekranu 2014-02-25 (godz. 10.20.35)Zrzut ekranu 2014-02-25 (godz. 10.24.01)

Na koniec jeszcze rekomendacja książkowa. Wszystkim, którzy interesują się Beckettem albo po prostu tłumaczeniem, polecam książkę Antoniego Libery „Godot i jego cień”. Dla mnie lepsze niż „Madame”:)