„Dzięki, że mi to onjaśniłeś”. o mansplainingu po polsku

To  wpis o trudności w przełożeniu na język polski robiącego furorę pojęcia mansplaining (ang. man – mężczyzna + explain – tłumaczyć).

Co to jest „mansplaining”? Mansplaining jest wtedy, kiedy mężczyzna z miną mędrca stwierdza „widzisz, to jest tak…” po czym wygłasza największy banał świata. A ty siedzisz i słuchasz z miną uczennicy, bo nauczono cię, że niegrzecznie jest przerywać, a tym bardziej wstawać i odchodzić kiedy ktoś do ciebie mówi.

Czytaj dalej

Reklamy

Najtrudniej powiedzieć rzeczy najprostsze…

Wiele osób uczących się języków obcych miało to doświadczenie: wydaje nam się, że znamy dany język na wysokim poziomie, jesteśmy w stanie czytać, wiele zrozumieć, wypowiedzieć się na trudne nieraz tematy, może nawet zaczynamy tłumaczyć i nagle… Próbujemy powiedzieć coś bardzo prostego, niemal banalnego i brakuje nam słów. Często właśnie codzienne wyrażenia w rodzaju „daj spokój”, „szkoda czasu”, „głowa do góry” itd. sprawiają większą trudność niż wielozdaniowa wypowiedź o kondycji polityki. O ile dyskurs naukowy ma swoją strukturę, która często jest identyczna w wielu językach, o tyle te niewielkie powiedzonka rządą się swoimi prawami: często są to idiomy, lub utarte powiedzenia, które, jeśli dobrze się zastanowić, bywają wręcz agramatyczne.

A oto przykład. Znajomy Francuz, który uczy się polskiego (tak! coraz więcej cudzoziemców podejmuje się tego karkołomnego zadania) po ostatnim przegranym przez Polskę meczu wysłał mi smsa o treści: jestem teraz smutny dla Polski. Ewidentnie jest to błąd i kalka z j. francuskiego (je suis triste pour la Pologne). Ale jak go poprawić? Powiedzielibyśmy: jest mi smutno z powodu Polski, a właściwie: jest mi smutno z powodu przegranej Polski. To długaśne wyrażenie, wraz z objaśnieniem uroczej dwuznaczoności zawartej w ostatnich dwóch słowach (przegana Polski – przegrana Polska) nie zmieściłoby się ani w smsie ani w pojęciu nawet nieprzeciętnie uzdolnionego językowo Francuza. Stąd, po krótkim namyśle, potwierdziłam, że zdanie jest poprawne (à peu près). Liczy się przede wszystkim intencja i komunikacja, czyż nie?

Słówka dnia: odsieb i dosieb

Odsieb i dosieb – co mogą oznaczać te dwa wdzięczne wyrazy? Podpowiem, że są spolszczeniami pewnych słów pochodzenia angielskiego, a odnoszących się do dziedziny sportu…

Otóż w okresie dwudziestolecia międzywojennego, na fali entuzjazmu dla polszczyzny, postanowiono znaleźć polskie odpowiedniki słownictwa tenisowego. Tak, tak – odsieb i dosieb to nic innego jak forehand i backhand. Słówka złożone poprawnie, oddają ideę, a jednak coś tu nie gra. Brzmią po prostu nieadekwatnie, niemal obcesowo, szczególnie w kontekście białych strojów i całego tenisowego chicu. Ciekawe dlaczego? Wydaje mi się, że jest tak za sprawą podstępnego „b”, które pojawiając się na końcu wyrazu nadaje mu prostacki charakter.

Może naprawdę każda literka ma swój własny wydźwięk, cechę, barwę ? Jak w wierszu Rimbauda:

 

A noir, E blanc, I rouge, U vert, O bleu : voyelles,

Je dirai quelque jour vos naissances latentes

A w przekładzie Adama Ważyka (a jakże!):

A czerń, E biel, I czerwień, U zieleń, O błękit,

Tajony wasz rodowód któregoś dnia ustalę

 

Może my kiedyś ustalimy tajony rodowód prostackiego „b”. A może nie jest on aż tak tajemniczy? 😉

Putin czy Poutine? (o tłumaczeniu nazwisk)

Ciekawostka z okazji niedawnych wyborów prezydenckich w Rosji. Nie wszyscy wiedzą, a dla mnie było to sporym zaskoczeniem, że transkrypcja nazwiska rosyjskiego (wciaż) prezydenta jest odmienna w j. francuskim, niż w pozostałych językach europejskich. U Francuzów mianowicie Putin zmienił się w Poutine’a. Jakie są powody tej zmiany? Odpowiedź jest banalnie prosta, wystarczy zajrzeć do słownika j. francuskiego.

Inna transkrypcja z j. rosyjskiego, która mnie rozbawiła: Czechow, którego nazwisko w j. hiszpańskim wygląda następująco: Antón Chéjov.

Bisous.