„Dzięki, że mi to onjaśniłeś”. o mansplainingu po polsku

To  wpis o trudności w przełożeniu na język polski robiącego furorę pojęcia mansplaining (ang. man – mężczyzna + explain – tłumaczyć).

Co to jest „mansplaining”? Mansplaining jest wtedy, kiedy mężczyzna z miną mędrca stwierdza „widzisz, to jest tak…” po czym wygłasza największy banał świata. A ty siedzisz i słuchasz z miną uczennicy, bo nauczono cię, że niegrzecznie jest przerywać, a tym bardziej wstawać i odchodzić kiedy ktoś do ciebie mówi.

Czytaj dalej

Reklamy

Ich hab’s gewagt… mój pierwszy przekład z niemieckiego

Dziś dzień przełomowy. Albo nieco skromniej: przełomkowy.

Publikuję pierwszy przekład z nowego dla mnie języka – niemieckiego. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce gdy zamieściłam pierwsze tłumaczenie z hiszpańskiego (to musiał być Lope de Vega – Kto ją poznał, ten wie). Kiedy będzie następny raz? Czy kiedykolwiek? Nigdy jeszcze nie tłumaczyłam z rosyjskiego więc może kiedyś…  Jeśli mnie coś natchnie. Bo poezję tłumaczę tylko wtedy, kiedy poczuję „zew”.

A skoro mowa o tym… Pod koniec tego wpisu „rozpakowuję” proces tłumaczenia wiersza. Coś dla tych, którzy zastanawiają się nad naturą przekładu poezji – czy to rzemiosło, czy natchnienie, czy jakaś inna szemrana sprawa…

Ciekawa jestem, jak widzą to inne osoby, którym zdarzyło tłumaczyć się wiersze i piosenki?

Czytaj dalej

„Gołąb idzie i grucha” – wpis gościnny o tłumaczeniu filmów

Uśmiałam się, czytając wpis o tłumaczeniu idiomów w filmach na blogu https://stejzygier.wordpress.com/.

Autorka była tak miła, że pozwoliła mi podzielić się owym wpisem z czytelnikami „Przekłamu”. Może to początek nowej współpracy?

Thanks from the mountain, Aneta!

Czytaj dalej

„Ameryka – mówi do mnie . Zrozumiałem.” Anegdota o tłumaczeniu z „amerykańskiego” na nasze.

Nauka najszybciej rozwija się w centrum – tam gdzie są duże ośrodki naukowe oraz inwestycje w badania i publikacje. Peryferiom pozostaje tylko obserwować, nadrabiać zaległości i kopiować już istniejące rozwiązania. Czy aby na pewno? I czy rozwiązania, które sprawdzają się w centrum, znajdą zastosowanie z dala od niego?

Dzisiejszy wpis dotyczący przekładania podręczników akademickich, a inspirowany jest obserwacjami SW (zbieżność inicjałów nazwiska nieprzypadkowa), który prowadzi zajęcia z marketingu w dobrej szkole biznesowej, położonej jednak z daleka od ‚centrum’.

Czytaj dalej

What’s in an academic name… po angielsku

–So, what’s your name?

–It’s Marta.

–Oh, Magda! I have a friend…

–No, that would be another popular Polish name. But mine is Marta.

–Manga? Well that sounds Japanese!

–No, actually it’s Marta. M-A-R-T-A

–Oh! Ma-ta!

–You know what? Just call me Martha.

Wpis o tłumaczeniu swojego imienia na język angielski… tym razem w wersji angielskiej wot here.

Czy bez kawy da się żyć (i pracować)

Ten post sponsorowany jest przez wyrażenie „to go cold turkey”, czyli „odstawić używkę z dnia na dzień”.

To właśnie uczyniłam ponad miesiąc temu z kawą. Ten wpis jest dla tych, którzy podobnie jak ja, nie wyobrażali sobie dnia, a szczególnie dnia pracy, bez kawy. W zawodzie tłumacza nałóg (czy też nawyk) kawowy jest z pewnością rozpowszechniony – sprzyja mu zadaniowy tryb pracy, a także miejsce jej wykonywania – często własny dom, czasem kawiarnia. Mój styl życia do niedawna też był napędzany miarowym dopływem kofeiny.

Po co rzucać kofeinę?

Wciąż nie rozstrzygnięto co przeważa: pozytywne czy negatywne konsekwencje picia kawy. Argumentów jest wiele, ale każdą dyskusję kończy zwyczajowe „wszystko z umiarem”.  Mnie jednak wcale nie zdrowotny, a ‚psychologiczny’ aspekt skłonił do zrezygnowania z kawy. Zaczęłam zauważać, jak bardzo wszechobecna jest kawowa propaganda. Na mojej uczelni w każdym budynku jest kawiarnia. W Anglii człowiek niemal potyka się o dmuchane kubki Costy czy też przedstawiające kawową ofertę Macdonalda, Greggsa, Starbucksa stojaki (zwane zresztą ‘potykaczami’). Chyba bardziej niż w Polsce, reklamy kawy odwołują się tu do emocji. Obraz napoju konstruowany jest jako konotujący przyjemność, relaks, odpoczynek, nagrodę (soczysty materiał dla analityka dyskursu).

Czytaj dalej

Czy i jak tłumaczyć swoje imię na język obcy – by Martha Wr Blewska

Cóż może być człowiekowi bliższego niż własne, słyszane co dzień po wielokroć, imię? Dziwnie sobie wyobrazić, że nagle, z dnia na dzień, zostaje nam przypisane całkiem inne (choć w przypadku nazwisk, połowa populacji zmienia je po ślubie – barbarzyński zwyczaj!). Jeśli chodzi zaś o imię, najczęściej mierzymy się z koniecznością jego „przetłumaczenia” podczas kontaktu z obcokrajowcami, szczególnie na obcej ziemi, gdzie nie każdy chce epatować polszczyzną w wydaniu szeleszcząco-zgrzytliwo-niewymownym. Co więc mają począć na obczyźnie Bożydarowie, Mirosławowie, Bożeny, Marzeny, nie mówiąc o Szczepanach? Poniżej trzy strategie do wyboru opatrzone roboczymi tytułami 1.Martha, 2. Marta, 3. Manatu i zilustrowane anegdotami z życia wziętymi.

Czytaj dalej