„Gołąb idzie i grucha” – wpis gościnny o tłumaczeniu filmów

Uśmiałam się, czytając wpis o tłumaczeniu idiomów w filmach na blogu https://stejzygier.wordpress.com/.

Autorka była tak miła, że pozwoliła mi podzielić się owym wpisem z czytelnikami „Przekłamu”. Może to początek nowej współpracy?

Thanks from the mountain, Aneta!

Czytaj dalej

Reklamy

Robić anioły, robić diabły… siebie robić

Zaintrygował mnie ostatnio wiersz z kinowego filmu „Words and pictures” (na polski tytuł przełożono zgrabnie, acz według mnie nieco zbyt słodko jako „Wypisz, wymaluj miłość”). Zgodnie ze scenariuszem centralny utwór jest dziełem podstarzałego poety przeżywającego writer’s block (choć nie do końca, ale nie będę spoilować). Czyta go na głos Juliette Binoche, malarka nieprzekonana do wartości słów, a młodzi uczestnicy pojedynku słowa vs. obrazy malują do niego ilustracje. Na koniec pojawia się jeszcze w formie piosenki, lecącej jako podkład pod napisy.

Wiersz ujął mnie do tego stopnia, że postanowiłam go przełożyć na polski.

Czytaj dalej

Przegląd filmów o komunach

Jaka jest odpowiedź na życie, które jest zbyt zamknięte, zbyt jednakowe? „Forse la comune…” – być może komuna… – śpiewał Giorgio Gaber w piosence, której przekład opublikowałam jakiś czas temu. Ja sama odpowiedzi na to pytanie szukałam w przelotnym romansie ze współczesnymi komunami miejskimi (w Londynie i w Warszawie) i wiejskimi (na półwyspie Gargano we Włoszech), a także w powieści, która spoczywa na razie w otchłaniach pamięci mojego komputera. Ponieważ w tym roku na Festiwalu T mobile Nowe Horyzonty odbył się przegląd filmów o komunach, ruszyłam do sal kinowych obejrzeć komuny na srebrnym ekranie Czytaj dalej

„American hustle” zdał test na seksizm

american-hustle-trailer-1

Niedawno pisałam o pro-kobiecej wymowie filmu „Wałęsa człowiek z nadziei”. Dość szybko trafiłam na film, w przypadku ktbechdel noórego zastosowanie testu Bachdel dawało przeciwny wynik.

W filmie „American hustle” Davida A. Russela występują dwie bohaterki – są to właściwie jedyne kobiety, które pojawiają się na ekranie (ok, jest jeszcze postać wzorowej żony). Zapewne jest to uzasadnione faktem, że akcja toczy się w zmaskulinizowanym środowisku polityków i szemranych biznesmenów Ameryki lat 70. Właśnie ze względu na fakt, ze film jest pełen zwrotów akcji i przekrętów, których śledzenie wymaga od widza uwagi, nie zwraca się od razu uwagi na

to jak stereotypowo przedstawione są w nim kobiety. Dlatego właśnie przydaje się „test na seksizm”. „American hustle” przy dwóch pierwszych pytaniach „zdaje” (występują w nim dwie kobiety, których imiona są podane i które ze sobą rozmawiają), przepada jednak przy ostatnim – kobiety rozmawiają wyłącznie o mężczyźnie (kłócąc się o jego względy).

Przeprowadziwszy test, zdałam sobie sprawę z pozostałych stereotypizujących elementów filmu.

1ac27bb5119d5a68_american-hustle-b

Kobiety są przedstawione  jako niesamodzielne dodatki do mężczyzn, każda z nich drży o to, aby nie porzucił ich ukochany brzuchaty łysol  (mówię to z czułością, polubiłam go bardziej niż bohaterki). Obie widzą jedyną swą broń w sex-appealu. Mimo że jedna z nich z powodzeniem działała jako oszustka, w chwili zagrożenia stawia nie na spryt, ale na techniki uwodzenia. Kobiety są zantagonizowane i przedstawione jako sztampowe przeciwieństwa: blond–brunetka, uziemiona w domu-aktywna w świecie zewnętrznym, żona-kochanka, bojaźliwa–awanturnicza. Gdy podczas przyjęcia mężczyźni angażują się w biznesowo-przekrętowe rozmowy, one szykują się na cat-fight. Gdy już do niego American-Hustle-torna-lo-stile-anni-Settanta-nei-look-di-Amy-Adams_main_image_objectdochodzi, kończy się on nie czym innym jak namiętnym pocałunkiem bohaterek. Do tego dochodzi jeszcze fenomenalny stój bohaterki granej przez Amy Adams, „której dekolt staje się jeszcze jednym bohaterem filmu” (cytatz pewnej recenzji z Filmwebu).Tym niemniej, „American hustle” uważam za wart obejrzenia, bo ładnie obrazuje przysłowie „kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada”, tudzież „kto mieczem wojuje od miecza ginie”. A zatem – film z dedykacją dla agenta Tomka.

A, jeszcze tłumaczeniowy smaczek w postaci absurdalnej sceny rozmowy gangstera z arabskim szejkiem, w której gangster ni stąd ni zowąd zaczyna mówić po arabsku.

Czy Wałęsa jest gender-friendly?

plakat wałęsaA-stämpel_svart-150x150Wałęsa  poprawny genderowo? Tak! 

W postępowej Szwecji wprowadza się specjalne oznaczenia dla filmów pokazujących świat w sposób nieseksistowski. Znaczkiem „A” byłyby oznaczanie plakaty i zwiastuny filmów, które przeszły  pomyślnie tak zwany test Allison (reguły poniżej). Może warto pod kątem równości płci zbadać filmy z polskich kin?  Istnieje w necie serwis poświęcony filmom zgodnym z chrześcijańskim światopoglądem (jakoś zapomniałam adres), więc czemu nie katalogować filmów zgodnych z feministycznym. Na pierwszy ogień poszedł „Wałęsa – człowiek z nadziei”.

Ku mojemu zaskoczeniu: gender–friendly!*

Na plakacie obok Lecha (Więckiewicza – brawa), Danusia (Grochowska – podwójne brawa). Film zaczyna się od sceny, w której młody Wałęsa zostaje wysłany po wózek dla  swojego pierwszego dziecka. Między małżonkami nie brakuje scen czułości, ale zdarzają się też inne „sceny”. W filmie pani Danuta potrafi tupnąć nogą i wyrzucić za drzwi oblegających męża dziennikarzy. Za kulisami historii toczy się wyraźnie życie rodzinne – kąpanie dzieci, plażowanie, kuchnia. His-story i her-story przeplatają się bez wartościowania, ale kwestia ich nierównego statusu jest zaznaczona („a rodzina to nie jest ważna sprawa? – pyta Daunta dziennikarza, który usprawiedliwia wiecznie nieobecnego męża). Jednak Danuta nie jest wykreowana na wojującą feministkę, tylko, chyba zgodnie z treścią autobiografii, na silną matkę- Polkę. Walesa.-Czlowiek-z-nadziei-nowy-tytul-filmu-Wajdy_resize450x230

Fakt, że żona Wałęsy będzie w filmie Wajdy właściwie równoprawną bohaterką pierwszoplanową był jeszcze parę lat temu raczej nie do przewidzenia. Dopiero publikacja bestsellerowych „Marzeń i tajemnic” zmieniła jej wizerunek. Janusz Głowacki pisząc scenariusz musiał wziąć to pod uwagę, i zrobił to z wielkim wyczuciem.

Danuta nie jest jedyną bohaterką filmu. Ramę powieści stanowi rozmowa Wałęsy z inną mocną kobietą (choć o całkiem przeciwnych do niego i Danuty zapatrywaniach na życie) – Orianą Fallaci. Tutaj kolejne brawa dla scenarzysty (tym razem poczułam się dowartościowana jako tłumaczka). Mimo że film jest w swoim charakterze bardzo hollywoodzki, autorzy nie ulegli pokusie, żeby „dla ułatwienia” wywiad Fallaci z Wałęsą był prowadzony, niezgodnie z prawdą, w jednym języku (w amerykańskich filmach wszyscy mówią po angielsku, tylko z różnymi akcentami i chociaż nikt nie zna języków obcych to wszyscy śpiewająco dają sobie radę bez tłumaczy). Tutaj niewidzialny na ogół tłumacz wychodzi z szafy. Wloszka_zagra_Oriane_5593017

W filmie pojawiają się też postaci (choć epizodyczne) Henryki Krzywonos i Anny Walentynowicz. Kobiety wspierają strajk pod bramą stoczni, drukują i rozrzucają ulotki (Janda!). Jest nawet dobra kobieta policjantka. I zła kobieta-celniczka. Pełne spektrum i to też jest ważne, jeśli film nie ma przeistoczyć się w pean na cześć „płci pięknej”. Więc bohaterka negatywna to, paradoksalnie, plus.

Scena z celniczka z resztą ratuje film według oficjalnych kryteriów “A-märkt” (wspomnianej na początku szwedzkiej inicjatywy). Zgodnie z nią, aby film był nieseksistowski powinny występować w nim przynajmniej dwie bohaterki, które rozmawiają ze sobą o czymś innym niż mężczyźni. Wydaje się zresztą, że to zasada dość arbitralna, bo zgodnie z nią seksistowski byłby każdy monodram. Tym niemniej – inicjatywa w swoich celach słuszna i dalsze odznaczenia ze strony „przekłamu” przewidziane w programie.

 *Słowo wyjaśnienia dla purystów. Wiem, że wyrażenie „gender-friendly” jest tu lekko naciągane i lepiej byłoby wymyślić coś w stylu equality-appropriate ale 1) nie chciało mi się, 2) używam słowa „gender” zgodnie z jego polskim, diabelskim ususem.

Wielki Gatsby na opak?

wolf-of-wall-street

Obejrzawszy film: „The Wolf of Wall Street”, 2013, reż. Martin Scorsese

Blichtr, wielkie pieniądze, teledyskowa oprawa no i DiCaprio w głównej roli – porównanie między „Wielkim Gatsbym” a „Wilkiem z Wall Street” nasuwa się samo. Jeden z tych filmów podobał mi się jednak bardzo (Gatsby) a drugi nie bardzo (Wilk). Już w czasie oglądania nowego dzieła Scorsese (które trwa aż trzy godziny, więc trudno od czasu do czasu się nie zdekoncentrować i zatopić w myślach krytyczno-flmowych) rozmyślałam o tym, że ludziom takim jak ja trudno utożsamić się z ludźmi takimi jak tytułowy „Wilk” i jego „wolfpack”.

„Wolf z Wall Street” jest filmem o kapitalistach i dla kapitalistów (chodzi mi tutaj o formację duchową, niekoniecznie o stan portfela). Jego targetem są ludzie u których pieniądze wzbudzają gigantyczne emocje. Stanowią one dla tytułowego Wilka z Wall Street jedyną motywację – już w pierwszej części filmu zaczyna zarabiać więcej, niż jest w stanie wydać (na imprezy, samochody, jachty, kobiety, narkotyki itd.) a jednak wciąż robi wszystko by jeszcze się nachapać. U Gatsby’ego motywacja była jasna – chodziło o to, by wejść do wyższej klasy społecznej i zwrócić uwagę ukochanej kobiety. Gama emocji bohaterów była spora: romantyczna miłość, pożądanie, zazdrość, zawiść, pycha, pogarda… U Wilka wszystko obraca się wokół chciwości (wiadomo – greed is good).

Wiem, że to takie passé, ale jednak we mnie miłość  i walka klas wzbudzają jednak większe emocje niż giełda.

Film ratowały dla mnie narkotyki, wprowadzające element ludyczny i groteskowy. No i Leo.

„Girls” a kwestia kobieca (w Polsce)

GirlsObejrzawszy” sezon 1 serialu HBO „Girls”

Feminizm trafia pod strzechy! A co ważniejsze – pod pierzyny. A wszystko dzięki popkulturze i magii małego, błękitnego ekranu.

W Ameryce Południowej podobno rozpropagowano użycie prezerwatyw, przez wprowadzenie ich jako stałego elementu do telenowel. Podobnie feminizm wcale nie wkracza w życie polskich dziewczyn za pośrednictwem książek Judith Butler, czy histerycznej debaty o dżender, ale przy okazji weekendowych sesji z kocykiem i laptopem. Feminizm nie taki straszny! Feminizm domowy i przytulaśny.

Jakie feministyczne dla polskich dziewczyn przesłanie zawiera serial oparty na scenariuszu Leny Dunham?

*Nie wszystkie laski stać na apartament i szpilki od Manolo Blahnika (OMG, I have to buy those!). Bohaterki „Girls” mieszkają w New Yorku, ale już na Greenpoincie (w tle czasem mignie polski szyld) i są zdecydowanie mniej glamour niż ich poprzedniczki z Seksu w Wielkim Mieście.

*Nie wszystkie dziewczyny mają super ambitną i dobrze płatną pracę na Manhatanie. Niektóre miesiącami harują na bezpłatnych stażach, albo dorabiają jako nianie i kelnerki. Nie nam się wstydzić za ten stan rzeczy.

*Wszystkie dziewczyny zasługują na zadowolenie ze swojego ciała i seks. Nawet te nieidealne (czyli, jak rzekłam, wszystkie).

*Istnieje ogromnie dużo rzeczy, które można robić w łóżku. Część z nich jest baaaardzo dziwna, albo nawet gross. I co z tego? Póki nas to nie dotyczy, who cares? Kiedy nas dotyczy, ale nie kręci, możemy się z tego śmiać. Nie wszystko co dziwne jest od razu chore.

*Wpadki się zdarzają. Istnieje aborcja. Istnieje także inne do niej podejście niż w kraju nad Wisłą – nie-histeryczne, nie-moralizatorskie, nie-osądzające.

*Istnienie chorób wenerycznych to fakt („mają je wszystkie śmiałe dziewczyny”). Lepiej się zabezpieczać. Jeśli tego nie robimy (a nawet jeśli robimy), trzeba się badać. Jeśli jesteśmy chorzy/ chore należy poinformować partnerów. Mówienie o tym znajomym nie jest obciachem, lecz ostrzeżeniem.

*Dziewczyny mają tak samo jak faceci prawo do: dziecinności, śmieszności, niezdecydowania, nieromantyczności, zapominania języka w gębie, bycia bez kasy, proszenia rodziców o pomoc, beztroski, bycia niemodną, bycia nieładną, pomyłek, przewrażliwienia na jakimś punkcie, strachu i poczucia bezradności.

Krótko mówiąc: nie musimy być idealne. Wystarczy, że będziemy sobą. To jest wystarczająco cool.

Jednak nie wszyscy tak uważają. Na temat serialu w polskim internecie wylano morze hate’u. Wybrane kwiatki wklejam poniżej z tą uwagę do refleksji: Czy te same argumenty ktoś wysunąłby pod kątem Hanka Moody’ego, bohatera Californication, w wielu aspektach przypominającego Hannah, bohaterkę Girls?

girls1

girls2

girls3

girls6

girls4

Girls6

Na koniec dodam, że mnie te backlashowe komentarze na jakimś poziomie cieszą, bo to znaczy, że coś się dzieje, to działa i ludzie to zaczynają spostrzegać.