Facebook chce znać moje ‚prawdziwe’ imię… a ja mówię ‚stop’

Ten blog połączony jest z fanpagem ‚Przekłam Literacki‚ na Facebooku, śledzonym przez prawie 400 osób. Ale być może już niedługo… Jakiś czas temu zauważyłam, że wpisy z bloga nie pojawiają się automatycznie na Facebooku, a gdy chciałam sprawdzić przyczynę, okazało się, że Facebook zablokował moje konto, gdyż moje nazwisko zostało przez kogoś zgłoszone jako nieprawdziwe (thanks a lot, bastard). Żeby je odblokować, musiałabym przesłać Facebookowi dokumenty potwierdzające, że jestem ‚sobą’ (lecz któż naprawdę jest ‚sobą?’ pyta mój wewnętrzny filozof)

Dlaczego tego nie mam zamiaru przesyłać swoich dokumentów? I co pocznę bez Facebooka? Czy poza Facebookiem istnieje świat?

Fakt. Nazwisko, którym posługiwałam się na FB było fałszywe – było anagramem mojego prawdziwego nazwiska, pozwalającym na rozpoznanie mnie przez znajomych, ale nie ułatwiającym znalezienia mnie osobom przypadkowym i poniekąd niewygodnym (np. dawni i przyszli pracodawcy). E-mail, którego używałam do logowania był mailem ‚śmieciowym’ – który podaję przy okazji rozmaitego rodzaju promocji, rejestracji na siłowni etc. – więc nie można mnie też było łatwo znaleźć przez wpisanie maila.

Dlaczego używałam pseudonimu? Ważniejszym powodem niż chęć uniknięcia konfrontacji z wierzycielami i wielbicielami (haha) była niechęć do powierzenia danych, łącznie z nazwiskiem, Facebookowi. Obecnie algorytmy korporacyjne potrafią na podstawie naszych kontaktów, kliknięć i polubień utworzyć niemal pełen portret psychologiczny, na podstawie którego podsuwają nam rozmaite reklamy (ja blokuję wszystko Adblockiem i wszystkim  polecam to rozwiązanie), a także sprzedają nasze dane firmom marketingowym, partiom politycznym etc. (tego rodzaju dane odegrały ogromną rolę w niedawnej wygranej Trumpa). Jeżeli jeszcze podamy Facebookowi numer swojego telefonu (do czego strona nieustannie namawia) korporacja może ostatecznie uzyskać informacje (choć na razie to nielegalne) o wszystkich naszych krokach (przez współrzędne GPS, częstość wykonywanych połączeń i ich kierunek etc). To dla mnie dość przerażające, i nie chcę ułatwiać Facebookowi zadania śledzenia mnie. Choć wiem, że moje dane można było stosunkowo łatwo znaleźć – choćby na tym blogu, połączonym ze facebookowym fanpagem, to proces jest bardziej skomplikowany i trudniejszy do zautomatyzowania.

Co ciekawe, Facebook twierdził, że weryfikuje moją tożsamość ze względów bezpieczeństwa i chce jedynie poznać ‚imię pod, którym jestem znana znajomym’. Jednocześnie jednak mam je potwierdzić przesyłając najlepiej skan mojego dowodu osobistego z datą urodzenia! Znajomi nazywają mnie ‚Tuśka’ ale nie mam „Tuśki” wpisanej do dowodu… Nie dostaję też prenumerat pod to imię (inny sposób potwierdzenia swojej tożsamości). To wszystko skłania do zastanowienia nad filozoficzną kwestią „co jest naszym prawdziwym imieniem”,”czy i do jakiego stopnia możemy imię zmienić”, oraz jaka jest relacja między władzą a imieniem – kto może nadawać imiona, kto może znać nasze imię i co to oznacza, gdy ktoś mówi do nas po imieniu…. – pisałam o niektórych z tych kwestii na wpisie o tłumaczeniu swojego imienia na obcy język.

Szybkie poszukiwania w internecie wykazały, że nie ja jedna mam problem z zablokowanym kontem. Wiele osób znalazło się w trudnej sytuacji bo np. zmieniły imię po zmianie płci, lecz wciąż mają dawne dane w dokumentach, lub używają imienia ‚etnicznego’ (innego niż to wpisane do dokumentów, ale pod którym znani są w swoim środowisku), którego facebook nie akceptuje (taką sytuację opisywali pewni ‚native Americans’).

Dla mnie zablokowane konto na Facebooku jest jednak pewną ulgą – byłam już zmęczona rodzajem przekazu jaki tam znajdowałam – albo głupawe przechwałki (moje wakacje, moje dziecko, moje zdrowe śniadanie) albo utyskiwania i złość (na politykę, na kolegów i kochanków – często tagowanych we wpisach, co nadawało utarczkom charakter telenoweli live).

Szkoda mi tylko fanpage’a „Przekłamu”… Myślę, że jakiś czas będzie jeszcze wisiał zbierając kurz i okazjonalne lajki… Może jednak lepiej, że został  odcięty od pożywki. Słyszałam bowiem, że jak ten blog zbierze 666 obserwujących nastąpi koniec świata… A już jest 424!

screen-shot-2017-02-01-at-16-53-08

Spróbuję więc pisać na blogu trochę częściej krótsze wpisy, jakie wcześniej może zamieściłabym na Facebooku. Coraz częściej myślę też o ‚przebrandowaniu’ ‚Przekłamu’ na bardziej ogólny projekt związany z rozmaitymi problemami językowymi, ale też z komentarzem do rzeczywistości akademickiej, której badaniem zajmuję się teraz zawodowo. Może nawet zostanę, o zgrozo, jutuberką!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s