Czy bez kawy da się żyć (i pracować)

Ten post sponsorowany jest przez wyrażenie „to go cold turkey”, czyli „odstawić używkę z dnia na dzień”.

To właśnie uczyniłam ponad miesiąc temu z kawą. Ten wpis jest dla tych, którzy podobnie jak ja, nie wyobrażali sobie dnia, a szczególnie dnia pracy, bez kawy. W zawodzie tłumacza nałóg (czy też nawyk) kawowy jest z pewnością rozpowszechniony – sprzyja mu zadaniowy tryb pracy, a także miejsce jej wykonywania – często własny dom, czasem kawiarnia. Mój styl życia do niedawna też był napędzany miarowym dopływem kofeiny.

Po co rzucać kofeinę?

Wciąż nie rozstrzygnięto co przeważa: pozytywne czy negatywne konsekwencje picia kawy. Argumentów jest wiele, ale każdą dyskusję kończy zwyczajowe „wszystko z umiarem”.  Mnie jednak wcale nie zdrowotny, a ‚psychologiczny’ aspekt skłonił do zrezygnowania z kawy. Zaczęłam zauważać, jak bardzo wszechobecna jest kawowa propaganda. Na mojej uczelni w każdym budynku jest kawiarnia. W Anglii człowiek niemal potyka się o dmuchane kubki Costy czy też przedstawiające kawową ofertę Macdonalda, Greggsa, Starbucksa stojaki (zwane zresztą ‘potykaczami’). Chyba bardziej niż w Polsce, reklamy kawy odwołują się tu do emocji. Obraz napoju konstruowany jest jako konotujący przyjemność, relaks, odpoczynek, nagrodę (soczysty materiał dla analityka dyskursu).

sdrDla przykładu, hasła z kampanii Starbucksa: „The best coffee for the best you”. „The world has a pause button”. „Here’s the best part of your day”. „You are what you drink”

Jak napisał poeta: „Słowicze wdzięki w Starbucksa głosie, a w sercu lisie zamiary”. Coraz częściej łapałam się na tym, że reaguję odruchowo na reklamowe zaczepki – „hmm… rzeczywiście napiłabym się kawy”. Kiedy o zwyczajowej porze nie było jej w zasięgu ręki, opadałam z sił  jak przekłuty balonik. Wreszcie powiedziałam „dość”: nie chcę być marionetką kawowego przemysłu, który już na studiach wpędza człowieka w nałóg, a potem… ziarnko kawy do ziarnka kawy, i tak to sieci kawowe zanotowały w zeszłym roku Wielkiej Brytanii 6% wzrost, przynosząc dochód 3 miliardy funtów!

Tak się złożyło, że w tym samym czasie, kiedy moja relacja z espresso coraz bardziej nabierała znamion love-hate relationship, założyłam konto na #Instagram. Wkrótce przekonałam się, że w życiu każdej instagramowiczki przychodzi chwila, kiedy każde kolejne zdjęcie kubka kawy na drewnianym blacie zbliża człowieka do zagotowania…

dav…a i tak kończy się na zagotowaniu wody na kawę.

Słowem: obłęd.

Co się dzieje, gdy tłumaczka przestanie pić kawę

By wyrwać się z błędnego koła biurko-kawiarka-biurko, postanowiłam zrobić sobie przerwę. Zasiadłam przy biurku ze szklanką wody (zamiast). Wszystko było tak samo…

A potem przyszły objawy odstawienia.

Pierwszego dnia tylko lekki spadek efektywności (+ zadowolenie ze swojej silnej woli). Drugiego dnia po południu – ogromna ochota na szklankę coca-coli (nice try, caffeine). Wieczorem – potworny ból głowy. Trzeciego i czwartego dnia – ćmiący ból głowy, mdłości (chwilami nie mogłam wstać z kanapy, a mama chciała mnie wysłać do szpitala). Piątego dnia nadszedł ból brzucha. Szóstego i siódmego plecy bolały mnie tak, że dwie noce nie spałam (byłam zdziwiona, że od odstawienia kawy mogą boleć plecy – wrażenie jest takie, jakby bolały korzonki, a tymczasem to podobno nadnercza, które wcześniej męczyliśmy, zmuszając do produkowania adrenaliny). Ósmego dnia bolały mnie mięśnie (szczególnie nóg). Jeszcze przez kolejny tydzień miałam napady senności. Metabolizm dochodził do siebie parę tygodni.

Dopiero skala  skutków ubocznych odstawienia uświadomiła mi, jak bardzo mój organizm był uzależniony od kofeiny. W tym świetle wspomniana lukrowo-malinowa propaganda na rzecz kawy wydaje się jeszcze bardziej podejrzana. „Chwila przyjemności”? Jasne, tylko następnym razem nie zapomnijcie wspomnieć o tygodniu gehenny, OK?86363e715a65ddf4d604d67764d3f62b

Być może za jakiś czas, gdy narkotyczna moc kofeiny da o sobie znać na szerszą skalę, producenci kawy będą musieli umieszczać na kubkach ostrzeżenia „zawiera uzależniającą substancję psychoaktywną”, na wzór nadruków na paczkach papierosów. Może za parę dekad na dzisiejsze reklamy kawy będziemy patrzeć jak na niegdysiejsze zachęty do palenia papierosów?

Bottom line

Jak wygląda moja produktywność obecnie, kiedy zabrakło ulubionego „dopalacza”?

Otóż po tygodniu+ cierpienia wróciła ona do normy sprzed odwyku. Nie cierpię już na poranne otumanienie ani popołudniową senność, którą można przepędzić jedynie podwójnym espresso. Zamiast kawy w chwilach spadku energii sięgam po czekoladę (cukier), sok owocowy (też cukier), wodę (popływa ukrwienie) i się gimnastykuję (krążenie).

Piję też czarną i zieloną herbatę, kakao, a od wielkiego dzwonu – kawę bezkofeinową lub colę. Wszystkie te napoje zawierają nieduże ilości kofeiny, której mała dawka ma teraz działanie silniejsze niż wcześniej zwyczajowe trzy kawy dziennie. Espresso zostawiam na sytuacje alarmowe.

A zatem, odpowiadając na pytanie zawarte w tytule: tak, bez kawy da się żyć i pracować.

Ale nie we Włoszech 🙂

Reklamy

5 uwag do wpisu “Czy bez kawy da się żyć (i pracować)

  1. Nigdy nie lubiłam kawy i czasem po prostu zmuszałam się do picia, głównie ze względów towarzyskich (eh, te wypady „na kawę” z przyjaciółką, przerwy kawowe w pracy…). Często mam też styczność ze Skandynawami, którzy dzień bez co najmniej pięciu filiżanek kawy uważają za stracony, a ja, chcąc pokazać moją świadomość kulturową, tej kawy nie odmawiam… I tak oto jestem przypadkiem beznadziejnym – chciałam polubić kawę, a nigdy mi się to nie udało 🙂 Gdy zdarza mi się kończyć jakieś tłumaczenie w środku nocy, herbata i czekolada trzymają mnie przy życiu. Zatem potwierdzam – bez kawy DA się żyć!

    • Haha, za to Polacy podobno przodują w Europie pod względem spożycia herbaty. Ja egzemplifikuję tę regułę, choć obecnie ograniczam się do dwóch czarnych dziennie. To około 80 mg kofeiny, o połowę mniej niż espresso. A Skandynawowie muszą albo pić słabą kawę… albo potrzebować duuużo kofeiny, żeby nie usnąć!

  2. Kawowy smaczek dla tłumaczek: Anne Fadiman, „Coffee” w tomie „At Large and at Small” 🙂

  3. Twoje objawy odstawienia kofeiny mnie przeraziły, chociaż gdybym zechciała rzucić nikotynę, miałabym to samo 😀 z kawą owszem, było mi ciężko, ale nie do tego stopnia, a przyznam szczerze, że od czasu odstawienia jej dużo łatwiej mi się wstaje i nie muszę kierować pierwszych kroków do ekspresu 😛

    • No właśnie, najlepsze jest to poczucie wolności. Jak powiedział Tom Waits w filmie „Kawa i papierosy”: teraz kiedy rzuciłem palenie, mogę spokojnie zapalić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s