Tacy, którzy nigdy nie pasują…

Był bankierem, bardem wagabundów….

Na wiersz Roberta W. Service’a trafiłam czytając powieść (świetną!) Trumana Capote „In cold blood”. W powieści, która jest jednak oparta na faktach, jeden z bohaterów – młody, bezwzględny mordeca, niepozbawiony jednak artystycznej wrażliwości – dedykuje jego wiersz swojej dziewczynie, udając że sam jest jego autorem. Utwór zrobił na mnie wrażenie swoim rytmem i klimatem. Postanowiłam go przetłumaczyć. Akurat na drugi dzień miałam sporo wolnego czasu w drodze z Warszawy do Kielc – a czy można wyobrazić sobie lepszą scenerię do obcowania z poezją barda niż leniwie przesuwający się za oknem krajobraz?

Efekty mojego wysiłku, wraz z oryginałem, widnieją poniżej. W wolnej chwili sięgnę po polski przekład powiści Capote’ego, żeby porównać mój przekład z książkowym. W jednym miejscu skłamałam, dla rytmu i rymu, ale chyba było warto…

Jeszcze kilka słów o samym autorze. Ciekawa postać: urodził się w Szkocji i został bankierem. Marzył jednak o życiu cowboya – wyjechał więc do Brytyjskiej Kolumbii, gdzie przez jakiś czas prowadził awanturnicze życie. Potem otrzymałposadę bankiera w Dawson, nad rzeką Yukon. Tam, krążąc po lokalach i siedząc za ladą wysłuchał niemałej ilości historii związanych z Gorączką Złota. Wiele z nich przekuł na wiersze – bo rymy przychodziły do niego same.

Robert W. Service  UGSP01446

Robert W. Service w dwóch wydaniach

Pisał wiersze ot tak – dla przyjaciół, na rozmaite okazje. Pierwszy tomik chciał zresztą wydrukować też jako upominek, ale wydawca przekonał go do upowszechnienia swoich utworów. Jego tomiki The Spell of the Yukon and Other Verses, Ballads of a Cheechako, Rhymes of a Rolling Stone jak również powieść The Trail of ’98 odniosły ogromny sukces. Po pierwszej wojnie światowej osiadł w Paryżu, gdzie był wówczas najbogatszym pisarzem. Mimo to, chodził w starych ubraniach i w towarzystwie swojego stróża wybierał się do podejrzanych dzielnic, by obserwować życie rozmaitych wyrzutków. Na podstawie tych doświadczeń napisał wiersze zebrane w tomiku Ballads of a Bohemian. 

Taki właśnie był ten bankier, elegancki pan, którego fascynowali marzyciele, outsiderzy i włóczędzy.


Tacy, którzy nigdzie pasują

Robert W. Service

Są tacy, którzy nigdzie nie pasują,
którzy nie potrafią trwać spokojnie,
wiec łamią serca krewnych, bliskich
i przez świat wędrują wolni.

Przemierzają pola, przepływają wody,
wspinają się na górski grzbiet
nigdzie nie znajdując odpoczynku,
bo ich przekleństwem jest cygańska krew.

Idąc prosto, kto wie jak zaszliby daleko.
Jest w nich odwaga prawda gniew.
Lecz ich wciąż woła to, co dziwne, nowe
a nuży ich to, co jest.

I mówią: „Gdybym znalazł właściwy tor,
jakże głęboki bym zostawił znak!”
Więc kują i kroją, lecz nowym błędem
jest każdy kolejny ślad.

I zapominają, rwąc do przodu,
w poszarpanym, pięknym tempie,
że to owi cisi i spokojni, krok po kroku
na metę docierają pierwsi.

I zapominają, gdy młodość mija,
że najlepsze już za nimi,
aż któregoś dnia, gdy nadzieja umrze,
każdy z nich wreszcie prawdę widzi.

Oto przegrał, oto przegrał,
oto stracił swoją szansę,
wszystko robił tylko do połowy,
bo dla niego życie było tylko żartem.

Należy do straceńców legionu,
nie dla niego jest zwycięstwo,
Ma to we krwi, jest jak kamień w ruchu,
nie pasuje w żadnym miejscu.


oryginał:

The Men that Don’t Fit In
by Robert W. Service

There’s A race of men that don’t fit in,
A race that can’t stay still;
So they break the hearts of kith and kin,
And they roam the world at will.

They range the field and they rove the flood,
And they climb the mountain’s crest;
Theirs is the curse of the gypsy blood,
And they don’t know how to rest.

If they just went straight they might go far,
They are strong and brave and true;
But they’re always tired of the things that are,
And they want the strange and new.

They say: „Could I find my proper groove,
What a deep mark I would make!”
So they chop and change, and each fresh move
Is only a fresh mistake.

And each forgets, as he strips and runs
With a brilliant, fitful pace,
It’s the steady, quiet, plodding ones
Who win in the lifelong race.

And each forgets that his youth has fled,
Forgets that his prime is past,
Till he stands one day, with a hope that’s dead,
In the glare of the truth at last.

He has failed, he has failed; he has missed his chance;
He has just done things by half.
Life’s been a jolly good joke on him,
And now is the time to laugh.

Ha, ha! He is one of the Legion Lost;
He was never meant to win;
He’s a rolling stone, and it’s bred in the bone;
He’s a man who won’t fit in.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s