Libera: nie zawieść autora

Przekład ma krótki żywot. Wybitny tłumacz przelewa tusz i pot nad tłumaczeniem i nawet jeśli uda mu się stworzyć dobry przekład, który wejdzie do kanonu, będzie to triumf krótkotrwały. Język się zmienia i po pół wieku (najwyżej!) zaczyna drażnić czytelników (lub widzów w przypadku tekstu teatralnego), zaczyna ciążyć i przygniatać treść. Wtedy przychodzi czas na nowy przekład. I znowóż płyną tusz i pot. Każdy kolejny tłumacz ma jednak zadanie utrudnione, gdyż musi zmierzyć się ze swoimi poprzednikami. Często są to postaci wielkie, z którymi trudno stawać w szranki.

Tak jest w przypadku Antoniego Libery, tłumacza i znawcy twórczości Becketta, który podjął się zadania tłumaczenia „Fedry” Racine’a, której poprzedni przekład wykonał Boy-Żeleński. Libera przekłada także Szekspira, a w tym wypadku tłumaczy (czy też tłumaczeń) z którymi trzeba się zmierzyć jest nieraz jest więcej niż tuziz. Jednocześnie zawsze pozostaje dług wobec autora: jeżeli jest to twórca uznany, nie chcemy mu uchybić, jeśli początkujący, nie możemy go zawieść: jego kariera jest w naszych rękach.Miałam już okazję spotkać się z tym Antonim Liberą przy okazji warsztatów tłumaczeniowych na UW, stąd z chęcią posłuchałam wywiadu, którego udzielił w radiowej dwójce. Libera tłumaczy (no tak, tłumaczy) swoją teorię przekładu, opartą na dążeniu do prostoty, to maksymalnej zwięzłości, jezyka pozbawionego zbędnych ornamentów. Mówi także o roli tłumacza, o jego powołaniu, które nazywa „powinowactwem z wyboru”. Libera to nie tylko świetny tłumacz, ale też literaturoznawca, literat i autor świetnej autobiografii intelektualnej, zatytułowanej „Godot i jego cień” , która w dużej  mierze traktuje własnie o problemach i rozterkach tłumacza. Najbardziej podoba mi się u Antoniego Libery (poza dźwiękiem jego imienia i nazwiskia) to, że łączy w sobie niesamowitą skrupulatność, opartą na wiedzy (szczególnie widać to na przykładzie tłumaczeń Becketta, gdzie wszystko: liczba wyrazów, sylab nawet liter ma określone znaczenie) z artystycznym polotem. W wywiadzie jest też mowa o nieprzetłumaczonych wierszach Becketta, które być może są nieprzetłumaczalne, o spotkaniu Libery z Beckettem, o tym co pozostało jeszcze do spolszczenia. Krótko mówiąc: wywiadu warto posłuchać, a można to uczynić tu.

Ostatnio coraz częściej w mediach występują tłumacze. Niedawno w tok fm wystąpiła Joanna Ugniewska, italianistka, która opowiadała o tłumaczeniu „Wywiadu z historią” Oriany Fallaci (już same gabaryty mogą onieśmielać tłumacza), niesamowitą karierę robi Bartosz Wierzbięta, który fantastycznie spolszczył Shrecka, cytowałam już o wywiad z Danielem Wyszogrodzkim, doskonałym tłumaczem piosenek („Jesteś mą siostrą” w Romie – koniecznie zobaczyć!) Chyba świadczy to o tym, że tłumacze wychodzą z cienia, dostrzega się ich jako przewodników po dziele, gdyż przcież to oni mają za sobą najbardziej dogłębną lekturę. Dla początkujących tłumaczy to doskonała możliwość uczenia się najlepszych: nie techniki, ale pasji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s