Ich hab’s gewagt… mój pierwszy przekład z niemieckiego

Dziś dzień przełomowy. Albo nieco skromniej: przełomkowy.

Publikuję pierwszy przekład z nowego dla mnie języka – niemieckiego. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce gdy zamieściłam pierwsze tłumaczenie z hiszpańskiego (to musiał być Lope de Vega – Kto ją poznał, ten wie). Kiedy będzie następny raz? Czy kiedykolwiek? Nigdy jeszcze nie tłumaczyłam z rosyjskiego więc może kiedyś…  Jeśli mnie coś natchnie. Bo poezję tłumaczę tylko wtedy, kiedy poczuję „zew”.

A skoro mowa o tym… Pod koniec tego wpisu „rozpakowuję” proces tłumaczenia wiersza. Coś dla tych, którzy zastanawiają się nad naturą przekładu poezji – czy to rzemiosło, czy natchnienie, czy jakaś inna szemrana sprawa…

Ciekawa jestem, jak widzą to inne osoby, którym zdarzyło tłumaczyć się wiersze i piosenki?

Czytaj dalej

„Gołąb idzie i grucha” – wpis gościnny o tłumaczeniu filmów

Uśmiałam się, czytając wpis o tłumaczeniu idiomów w filmach na blogu https://stejzygier.wordpress.com/.

Autorka była tak miła, że pozwoliła mi podzielić się owym wpisem z czytelnikami „Przekłamu”. Może to początek nowej współpracy?

Thanks from the mountain, Aneta!

Czytaj dalej

Facebook chce znać moje ‚prawdziwe’ imię… a ja mówię ‚stop’

Ten blog połączony jest z fanpagem ‚Przekłam Literacki‚ na Facebooku, śledzonym przez prawie 400 osób. Ale być może już niedługo… Jakiś czas temu zauważyłam, że wpisy z bloga nie pojawiają się automatycznie na Facebooku, a gdy chciałam sprawdzić przyczynę, okazało się, że Facebook zablokował moje konto, gdyż moje nazwisko zostało przez kogoś zgłoszone jako nieprawdziwe (thanks a lot, bastard). Żeby je odblokować, musiałabym przesłać Facebookowi dokumenty potwierdzające, że jestem ‚sobą’ (lecz któż naprawdę jest ‚sobą?’ pyta mój wewnętrzny filozof)

Dlaczego tego nie mam zamiaru przesyłać swoich dokumentów? I co pocznę bez Facebooka? Czy poza Facebookiem istnieje świat?

Czytaj dalej

8 wspaniałych – bohaterowie i bohaterki na 11 listopada

W ponurym dla wielu okresie, pełnym deszczu, ciemności i niespodziewanych wydarzeń, kilka osób spotkało się (w necie) i postanowiło zrobić coś pozytywnego na zbliżające się święto 11 listopada. Wiele dni spędzonych na komentowaniu/ lajkowaniu/ researchu/ szkicowaniu/ wyklejaniu/ kserowaniu później… powstał „ZINE 8 wspaniałych”.

Jest to czarno-biała gazetka DIY o pozytywnych bohaterach polskiej historii. Jej celem jest dowartościowanie postaci promujących międzyludzką solidarność, wiedzę i postęp społeczny – wartości, które dziś zdają się zajmować w Polsce dalszy plan. Dodatkowo, gazetka ma działanie antystresowe – po wydrukowaniu może służyć jako ZEN kolorowanka.

Niedoskonałości są nieuniknione i świadczą o rzemieślniczej metodzie oraz jakości 🙂

sdr

Czytaj dalej

Do kogo należą (akademickie) słowa? Trzy anegdoty.

Kiedyś na studiach licencjackich wykładowczyni odmówiła mi zaliczenia pracy rocznej, gdyż uznała, że jest splagiatowana. Gdy spytałam, dlaczego tak uważa (ze zdziwieniem – bo tekst był w 100% mój) odparła, że oczekiwała ode mnie czegoś więcej, a esej jest na zbyt niskim poziomie. Byłam trochę połechtana („po mnie można spodziewać się czegoś więcej!”), trochę zdezorientowana („ale czy mogę być lepsza od samej siebie? w końcu dopiero co skończyłam pisać ten tekst, a trudno, żebym w kilka tygodni wskoczyła na wyższy poziom akademickiej refleksji”), wykończona („czy nie mogłaby pani po prosu ocenić tekstu, jakby pochodził od kogoś  innego i zaliczyć go, nawet na niższą ocenę?”) i przerażenia („jeśli ta praca nie zostanie zaliczona, nie zmieszczę się w terminie, by złożyć podanie o stypendium – moje główne źródło utrzymania!”).

Czytaj dalej

„Ameryka – mówi do mnie . Zrozumiałem.” Anegdota o tłumaczeniu z „amerykańskiego” na nasze.

Nauka najszybciej rozwija się w centrum – tam gdzie są duże ośrodki naukowe oraz inwestycje w badania i publikacje. Peryferiom pozostaje tylko obserwować, nadrabiać zaległości i kopiować już istniejące rozwiązania. Czy aby na pewno? I czy rozwiązania, które sprawdzają się w centrum, znajdą zastosowanie z dala od niego?

Dzisiejszy wpis dotyczący przekładania podręczników akademickich, a inspirowany jest obserwacjami SW (zbieżność inicjałów nazwiska nieprzypadkowa), który prowadzi zajęcia z marketingu w dobrej szkole biznesowej, położonej jednak z daleka od ‚centrum’.

Czytaj dalej